Tagi
blokada, captcha, facebook, filmy, goodkind, inwigilacja, lem, nucaptcha, oczy, ograniczenia, opera, orwell, osma, piwo, policja, przyszłość, reklamy, wielka brytania, wolność, władza, świat
Zaprawdę, powiadam wam: spełnia się wizja George’a Orwella z Roku 1984. Inwigilacja jest coraz większa i coraz popularniejsza. Na razie, mamy niegroźne tego przykłady: ot, można cię zwolnić z pracy za uśmiechnięte zdjęcie na Facebooku, czy przekazać twoje dane z Naszej-Klasy w ręce policji. Mamy dowody osobiste, legitymacje, identyfikatory, sprawdzanie odcisków palców, test zgodności DNA i pieron wie, co jeszcze. Ale, umiłowani, zbliża się kres tej wygodnej ery. W niedalekiej przyszłości bowiem prawdopodobnie pojawią się cztery rozwiązania, które idealnie wpasowałyby się w wizję tego, niestety, lewackiego socjalisty, jakim był Orwell.
Pierwsze z nich, już istniejące, polega na systemie kodu obrazkowego Captcha. Teraz mamy tak, że jak chcemy coś pobrać, lub gdzieś się zarejestrować, to trzeba wpisać kod podany na obrazku – ochrona przed botami, całkiem zrozumiałe i można to przecierpieć. Co się jednak stanie, gdy ta technologia zostanie nieco zmodyfikowana i będzie w stanie mieszać się z innymi? Przykładowo – wchodzisz, powiedzmy, na Onet.pl i chcesz przeczytać jakiś artykuł. Wyskakuje ci okienko z filmem video i informacją, że aby go przeczytać, trzeba podać kod Captcha zawarty właśnie w tym filmiku. A to oznacza konieczność obejrzenia reklamy. Kolejną możliwością, są głośne reklamy dźwiękowe. Ileż razy wkurwiały mnie głośnie dźwięki dochodzące ze słuchawek, gdy pobierałem coś z pieprzonych niemieckich serwerów hostingowych… I teraz wyobraźcie sobie, że macie kilka takich reklam naraz i żeby je ucieszyć, trzeba przepisać kod Captcha z każdej, tym samym zwrócić uwagę na jej treść. Ktoś, kto ma trochę więcej oleju w głowie, powie, że on sobie użyje AdBlocka, czy blokady reklam z Opery i będzie spokój. Nie, nie, nie; tak dobrze nie będzie. Bowiem nowy system, który opisałem, ma możliwość zmieniania kodu reklam, sprawiając, że stają się nieczytelne dla programów blokujących reklamy. I znowu kropka. Firma NuCaptcha, która stworzyła system, już zaciera ręce i liczy zyski ze sprzedaży tej technologii – chęć do jej nabycia wyraził już Microsoft. I wyobraź sobie teraz sieć, która jest na każdym kroku naszpikowana takimi reklamami, filmikami i dźwiękami – miejsce nie do życia.
Druga rzecz, to technologia identyfikacji. Z założenia intencje ma dobre, ale, jak to napisał Goodkind – “najlepsze intencje mogą powodować najgorsze szkody”. Twórcy systemu, który już istnieje i jest testowany w jednym z meksykańskich miasteczek, zakładali, że zamiast stosu dokumentów do identyfikacji wystarczą twoje oczy. Idziesz do banku, chcesz kupić piwo, kupić coś przelewem, czy gdzieś wejść – musisz przystawić swoje oko do urządzenia skanującego siatkówkę. Wysyła ono informacje o tym, kim jesteś do systemu bazy danych policji, który sprawdza, czy nie jesteś poszukiwany, gdzie jesteś i tak dalej. Cokolwiek robisz – władza jest w stanie cię namierzyć, określić kim jesteś i co ci wolno. Twórcy z zapałem wypowiadali się o projekcie, wzbudzając mój gniew argumentacją, że np. nieletni nie oszuka już sprzedawcy, że jest pełnoletni i nie kupi sobie piwa. Dla mnie, to jest woda na młyn. Z takimi stwierdzeniami, z takimi planami zawsze będę walczył i polemizował – bo są zwyczajnie złe. Gdyby ten pomysł wprowadzić w życie na całym świecie, można by z łatwością inwigilować całą ludzkość, namierzać ludzi, ograniczać wolność i już nikt nigdy nie byłby bezpieczny. Nie chcę takiej przyszłości – i ty chyba też nie…
Trzeci pomysł, to ograniczenia w dostępie do Internetu. Jest dzisiaj jedynym medium, jedyną bestią, której nie udało się jeszcze poskromić – niczym dziki lew nie podda się kontroli i nie da sobie zarzucić pęta na szyję, zaciekle się broniąc. Niestety, już wkrótce ktoś może znaleźć na tego lwa sposób. Wyobraźmy sobie na przykład, że na każdy zakładany serwer trzeba mieć pozwolenie, jak również na dostęp do Internetu. Rząd, powiedzmy, USA, wprowadza ustawę, która tworzy odpowiedzialny za to organ i ustanawia nowe ograniczenia. Dzięki temu, atakując sieć od zewnątrz, zyskuje kontrolę nad swoją, niemałą częścią światowej pajęczyny. Jeśli coś podobnego wprowadzą wszystkie kraje na świecie, albo chociażby UE, Internet dostaje się pod kontrolę. To jak przejście z walki w zwarciu, do ataku z dystansu, albo zwyczajna finta. Nie da się wygrać uczciwie – to trzeba zrobić przekręt. Na razie, żaden kraj nie ma w planach wprowadzenia czegoś takiego, ale parę lat poczekamy, to pewnie jakiś geniusz walczący z agresywnymi wypowiedziami na forach zgłosi ustawę do sejmu…
Czwarty pomysł, najbliższy realizacji, jest już złożony w formie ustawy w brytyjskim parlamencie. Otóż, władza umyśliła sobie, że mamy bardzo poważne zagrożenie terrorystyczne. Ja wiem, że Osama potrafi dać kość, szczególnie jak prawie 6000 kilometrów od nas wysadzi dwa wieżowce, ale to po prostu próba zyskania kontroli nad obywatelami. Otóż, nowa ustawa daje brytyjskiemu rządowi prawo do niemal nieskrępowanego podsłuchiwania, zapisywania i odczytywania rozmów obywateli – wszystkie SMSy, rozmowy, emaile z komórki – słowem, wszystko, co robisz przez telefon będzie bez wyroku sądu do wglądu rządu, premiera i policji. Premier Anglii, David Cameron nie jest zbyt dobrze nastawiony do tego projektu – na szczęście. Może to nie przejdzie, a może przejdzie. Zależy, czy władza jest w stanie oprzeć się ludzkiej naturze i takiej pokusie…
Reasumując – jesteśmy coraz bliżej świata przedstawionego przez Orwella; takiego, jak na licznych filmach o świecie przyszłości, w którym każdy musi być rozpoznawalny, możliwy do identyfikacji i podporządkowany władzy. Można mieć tylko nadzieję, że się toto nie spełni… I żeby ktoś sobie nie pomyślał, że zgadzam się z Orwellem – ot, kolejny lewak, tyle tylko, że miał talent do przepowiadania przyszłości. Z dwojga złego, lepszy Lem.
Na koniec jeszcze, akcent humorystyczny. Nie wiem, czy dla wszystkich ten obrazek będzie zrozumiały, ale… Zresztą, zobacz:


