• Jak wygląda zdrowa minarchia?
  • Kim jestem?

Michał Sasak

Michał Sasak

Category Archives: Gospodarka

Vox Orbánum

15 środa lut 2012

Posted by nwn9 in Gospodarka, Polityka

≈ Dodaj komentarz

Tagi

budapeszt, czechy, federaliści, kaczyński, orban, pis, węgry

Ptaszki ćwierkają od rana, że JE Viktor Orbán, demokratycznie elektowany przez Lód dyktator Węgier twierdzi iż zapobiegł puczowi na swój urząd, honor swego rządu i namaszczony mocą pańską stolec budapesztański. Odpowiedzialnymi za to mają być “węgierscy i zagraniczni dyplomaci” i promująca lewacki postępowizm hamerykańska stacja CNN. Winni są właściwie tylko ci pierwsi, ale Si-en-en oberwała rykoszetem – za “podsycanie do nienawiści”.

Co ciekawe, madziarski monsz stanu podzielił się tymi rewelacjami dopiero w zeszłym tygodniu, tchnąc grozą na partyjnym soborze “w miejscowości Eger”. Szczegółów nie ujawnił, żeby tego nikt przypadkiem nie zweryfikował, a wieść dotarła do bratanków szklankowo-szablowych dopiero dwa dni po.

Towarzysz Orbán, odkąd raczył był dojść do władzy, stał się z jednej strony obiektem westchnień Jurków-Marków, prawackich konserw i wszelkiej maści prawicowo-konserwatywno-narodowo-nacyonalistycznych organizacyj sygnujących się agitką YarKacza i Hofmana, a traktujących Budapeszt jak ostatnie przedmurze chrześcijaństwa w zlaicyzowanej €uropie.

Tryumfowała nacyonalizacja, “gospodarka narodowa”, dbałość o “wartości chrześcijańskie”. Wyjątkowo uaktywniały się umiarkowanie dotychczas niechętne matuszce Brukseli ogary spod znaku Ziobry i Kurskiego, czy wspomnianego już wcześniej Hofmana. Ludzie, którzy będąc u władzy w Roku Pańskim 2007-mym nie raczyli zrobić NIC (słownie: zero, null), żeby tę swoją neosarmarmacką wersję moheryzmu urzeczywistnić, stawiają teraz Vikusia na piedestale.

Kaczyści i ziobryści nie zawracali sobie głowy ochroną życia, obniżaniem podatków (wyjątek stanowiła nieudana próba wprowadzenia Pakietu Kluski) i “polityką prorodzinną”, która u Orbána obrosła wręcz tłuszczykiem mitologii – nisko oprocentowane kredyty mieszkaniowe, “darmowe” akademiki i studia na dowolnej liczbie kierunków, ulgi podatkowe za posiadanie dzieci…

Chłopacy-PiSmacy, wzorem późno/średniowiecznych Kmiciców i ślachty przedrozbiorowej, pierwsi byli do chwalenia cudzego i najeżdżania na własne, ale ich sejmowa aktywność zasadniczo ograniczała się do spraszania kolejnych ambasadorów, Kondoliz Rajs i Hilarii Klintonowych, do afer samoobronowo-gruntowych, prowokacji CBA i sprzeciwów wobec prywatyzacyj kolejnych nierentownych, państwowych molochów. To ostatnie możliwe było tylko przy pomocy systemu dotacji i budżetowych subsydiów; wiecznego dopłacania do skrajnie nieopłacalnych spółek skarbu państwa i reanimowania żywych trupów, utrzymywanych wyłącznie w celu zabezpieczenia kilku tysięcy “miejsc pracy”.

Na plus można im zaliczyć jedynie obniżenie składki rentowej (tej, którą Pomarańczowy Kulfon ostatnio podwyższył o 2%) i ślachetną acz nieudaną próbę dekomunizacji – rozszerzenie kompetencyj IPNu i zmotywowanie urzędasów z tegoż urzędu do wytężonego ścigania nieujawnionej postubecji. Pan Macierewicz i jego hucpa mogli bezpiecznie pokazać jedynie około 15%-tu teczek – bo tylko tylu chłopaków nie było już zatrudnionych w bezpiece – głosując uprzednio za korwinową uchwałą lustracyjną. Więc mit o rzekomej niesprzedajności kaczystowskich komsomołowców trzeba włożyć między bajki.

Jakże by to miało tak być, żeby później nam w debacie taki Donek wypominał zwolnienia, albo przyprowadził jakiegoś stoczniowca, związkowca, czy innego fagasa z OPZZ i powiedział mu “To przez tego pana twoja rodzinka nie ma co żrić, a dzieci piszą ołówkami z Caritasu”? Polityka PiSu bazuje na emocjach, ślepym i chwilowym odruchu stadnym, umiejętnie podsyconym i utrzymanym przez stojącego na mównicy demagoga – który, pomimo postury mopsa, niskiego wzrostu i aparycji żywcem wyjętej ze skeczów o Topiku, porywa za sobą tłumy i nęci partiotyczny-beton niczym młoda inkarnacja Dmowskiego.

O tyle, o ile Kaczyńskiego nikt poza granicami kraju nie traktuje jako poważne zagrożenie, tak Orbán jest przez federalistów brany najzupełniej serio – odciął banksterom dostęp do rynku węgierskiego, wprowadził liniowy PIT i ocenzurował madziarskie mendia, dotychczas przepełnione czerwonymi kaczkami dziennikarskimi. Pomimo 8-miu miliardów deficytu i niezidentyfikowanej acz olbrzymiej ilości długów zewnętrznych ŻADEN z towarzyszy maoistów zasiadających w Komisji €uropejskiej nie pofatygował się, żeby kiedykolwiek zganić lub chociaż zapytać poprzedniego premiera, socyalistę Ferenca Gyurcsanya, jak zamierza go obniżyć.

Ponieważ Orbán, jak przystało na rasowego nacyonalistę, na ekonomii zna się jak bezręki na wieszaniu prania, wprowadził (zapewne pod wpływem doradców-intelektualistów, tak lubiących wygrzewać się przy państwowym kominku) mechanizmy ustawowej “troski”, będącej przejawem dbania państwa o obywatela: podatek na ciućki, cuksy i cekuladę, coby się nam obywatele za bardzo nie spaśli; podatek “solidarnościowy”, czyli społeczną zrzutkę na podreparowanie źle gospodarowanego budżetu, oraz opodatkowanie branży energetycznej – świąteczny prezencik dla palących węglem w kominkach.

Gdyby jakikolwiek ojciec rodziny albo przedsiębiorca gospodarował tak, jak włodarze z Warszawki i Budapesztu, w podziurawionych oknach zakładu hulałby wiatr, a familia już dawno spałaby pod wiatą lokalnego przybytku. Vikuś wydaje się pierwszym od lat premierem, którego nie interesuje ani przypodobanie się agendzie radzieckiej, ani błękitnym bandytom z Brukseli i Strasburga. Węgrzy publicznie palą unijne flagi i krzyczą rodzime “Precz z brukselską okupacją”, chociaż zalatuje to hipokryzją jak, nie przybliżając zanadto, krowim łajnem – najpierw doimy, zbieramy dotacje i czerpiemy z programów pomocowych, żeby potem się na nich wszystkich wypiąć i DALEJ ssać kasę? Zdecydujta się, no. Wóz, albo przewóz, baba albo kiep.

Zjeść cuksa i nie zjeść cuksa to razem dwa cuksy – szkoda, że ten drugi jakby mniej materialny… Rząd Orbána znajduje się w analogicznej sytuacji, jak Brytyjczycy i Czesi – bardzo chciałby pozbyć się kręcącego gospodarką i narzucającego jarzmo brukselskiego bata, ale za bardzo wie jak. Głos Lódó kapryśny jest; teraz połowa ankietowanych nienawidzi Unii, ale jak tylko zwietrzy kres Państwa Dobrobytu i Społecznych Korzyści, to całe Społeczeństwo wpadnie w zbiorową histerię – w ciemną dzicz, wschodnią swołocz chcą nas wyprowadzić, dotacje zabrać, ojejkujejku, jak nas psemysł i rolnictwo wytsymajom, kiedy nie bendzie jus rzondowych dotacyj?

Żaden demokratycznie wybrany rząd, o ile nie ma na celu obalenia Rządów Lódó, nie będzie kopał dołka pod własnym gniazdem i podejmował skrajnie niepopularnych decyzji. To jest właśnie element, na którym nasz Don Donislao poległ – forsując podniesienie wieku emerytalnego (“trudne decyzje, których obywatele nie potrafią podjąć”) i “twardo nie ulegając szantażom” ws. ACTA. Z drugiej strony, skrajny populizm szybko doprowadza kraj na skraj bankructwa – wiadomo przecież, że Lód będzie chciał otrzymywać wysokie zasiłki i kompleksowy wachlarz “darmowych” usług, płacąc przy tym jak najniższe podatki.

Orby nie jest populistą, idzie pod prąd, a skażenie w jego poglądach wynika bardziej z tego, że nie jest liberałem i tak naprawdę nie zna się na ekonomii – bardziej zależy mu na kruczkach w rodzaju aborcji i “polityki wspierania rodziny”, niż faktycznym wyważeniu budżetu.

Zastanawiałę się długo, azaliż chłopa potępić, czy nie. Poprzednią bandę czerwonych bije na łeb, zależy mu na ochronie życia, ewidentnie chce zrównoważyć budżet i bimba sobie na modne ostatnio federalizmy, postępowizmy i zielone feminizmy, które opanowały 98% €uropejskich dworów, ale z drugiej strony cenzuruje media, podwyższa podatki (obniżając jednocześnie inne, sprawiając w efekcie, że obniżka nie będzie odczuwalna, ale cyferki będą się zgadzać), utrzymuje horrendalnie wysoki VAT (27%) i wprowadza idiotyczne taksy na żywność (tzw. podatek od tłuszczu). Po przemyśleniu, wychodzi mi, że bilans zysków i strat jest dodatni. Madziary mogą się stać drugą, zaraz po Czechach, najzdrowszą gospodarką całego sojuzu, ze stosunkowo niewielkim deficytem i długami w “rozsądnym” jak na €uropejskie warunki przedziale.

Taka wizja z pewnością wywołała u paniczyków z Berlina i Paryża niewątpliwy ból dupy – wszak wiadomo, że najsilniejsze, najzdrowsze i najniezatapialniejsze [jak Tytatnik] są budżety Germanii i Frankonii. Ale żeby od razu zamacha organizować, CNN angażować, status quo łamać…

Takie rzeczy, w demokratycznym państwie prawa, się po prostu nie zdarzają. Amę.

Podziel się:

  • Facebook
  • Print
  • Reddit
  • StumbleUpon
  • Twitter
  • Digg
  • Email
  • Pinterest
  • Tumblr
  • LinkedIn

Dodaj do ulubionych:

Lubię
Bądź pierwszą osobą, która doda ten wpis do listy ulubionych.

Wolny piniondz!

30 poniedziałek sty 2012

Posted by nwn9 in Gospodarka

≈ Dodaj komentarz

Dziś, towarzysze komsomołowcy, będzie trochę paplaniny nt. gospodarcze. Innowatorzy społeczni z Matuszki Brusseli w swej nieogarnionej płodności wpadli bowiem na kolejnego, jeszcze bardziej wizjonerskiego niż ACTA, pomysła. Marzy im się likwidacja gotówki i zastąpienie papierowych, bądź co bądź drogich w dodruku banknotów porządnym, niematerialnie ulokowanym Piniondzem. Piszę z dużej litery, bo to będzie Piniondz nowy, lepsiejszy. Wyprze stare, tradycyjne papierki, które wymagają kosztownych banków rezerw, zabezpieczonych sejfów, przeklętego podpisu prezesa Banku Centralnego i tuzina innych zabezpieczeń, które w zamyśle mają uchronić niemądry Lud przed masową produkcją i kolportażem Środków Płatniczych.

Hierezjarchowie z Warszawki i kołchoźnego parlamentu wykazują się przy tym typową dla każdego rządu hipokryzją – sami drukują na potęgę, pożyczając na procent bankom i sobie nawzajem, ale każdego, kto spróbuje tego samego ścigają z nienawiścią i pogardą godną każdego monopolisty zwalczającego konkurencję. W końcu, tylko rząd może uzurpować sobie prawo do nieograniczonego tworzenia z powietrza grzesznej mamony. Przez ostatnie wieki przeszkodą była obowiązująca w całej €uropie (i nie tylko, bo na południu i Wschodzie też) międzynarodowa waluta płatnicza – złoto, srebro i miedź. Wszystko liczone według uncji kruszca w monecie; nie do podrobienia i nie do oszukania.

Lokalni panowie na morgach, na przykład król Zygmunt Któryś-Tam (bodajże, Stary, ale rączką za niego nie ręczę) mieli dostęp do innych rzadkich w tamtych czasach surowców – rud soli i boksytu, rzadkich a obrabianych ręcznie tkanin, czy choćby zasobów rzadkich drewien, masowo wycinanych i spławianych Wisłą na handel z Holendrami. Złoto, srebro i miedź – czyli Waluta – były umownymi środkami płatniczymi, które jedynie ułatwiały wycenę produktu/usługi i same w sobie nie miały wartości – ich wartość można było mierzyć dopiero ceną, jaką godził się zapłacić konsument, żeby otrzymać dane dobro.

Brukselscy klakierzy sukcesywnie niszczyli ten naturalny proces, wypierając naturalne i niemożliwe do podrobienia kruszce naturalne świstkami papieru, które można sobie płodzić w nieskończoność i używać do zapychania dziury budżetowej. Tego pragnął i do tego nawoływał nieżyw już towarzysz Andrzej El, przywódca robotniczo-socrealistycznej kliki zwanej Samoobroną. Twierdził, że dodruk pieniądza jest świetnym sposobem na łatanie dziurawej państwowej kiesy, która działa na zasadzie szklanki z dziurką – im więcej wlejesz, tym większą plamę będziesz miał potem na spodniach.

W mym starym podręczniku do 6-tej klasy SP wisi fotka młodych, silnych i pochodzących z Wielkich Ośrodków aryjczyków, którzy świeżo po wojnie jeździli do sklepu z taczkami wypakowanymi stertami marek. Jeszcze zanim zdążyli dojść, wartość ładunku wiezionego na taczkowozie zmalała o 15% – z powodu szalejących wskaźników inflacji i powojennego boomu koniunkturalno-demograficznego (czyt. w ludziach powojennych odżyły uczucia nieomal już przez zdenegenerowaną ludzkość zapomniane – Miłość i Współczucie – które potem trza było odpowiednio skonsumować – najpierw w domu, na kanapie, potem w sklepie – przy kiepie).

Takie cuś nazywamy hiperinflacją, super-hiper-peta-mega-inflacją, lub też inflacją galopującą, w wyniku której wszyscy są bogaci, ale nikogo na nic nie stać. Ponieważ zdarzyło-było się to na świecie ledwie pięć razy (w Polszczy, Germanii, Jugosławii, Zimbabwe i na Węgrzech), “ekonomiści” z leninowego nadania zdążyli już zapomnieć, czym kończy się zwiększanie podaży pieniądza w nieskończoność.

Dodruk, chociaż jest całkiem sprawną metodą na pomnażanie gotówki, ma swoje wady. Przede wszystkim, wszystko zostaje w papierach, rejestrach, wszystko może zostać (przynajmniej w USA) odczytane przez kongresmana i podane do wiadomości publicznej. Znacznie przyjemniejszym i wygodniejszym sposobem na fabryczną produkcję kieszonkowego jest zamiana kilku cyferek na kontach nabrzmiałych banków, “zbyt dużych, żeby mogły upaść”.

Rząd, po wyeliminowaniu tradycyjnych form płatności, pozbyłby się uporczywych kontroli i uciążliwych hamulców prawnych, które krępują jego drukarskie zapędy. Nie byłoby limitu, nie byłoby końca wiecznej stymulacji; przepompowywaniu pieniędzy z kont rządu do kies korporacji i banksterskich międzynarodówek. Praktycznie oznaczałoby to też koniec “szarej strefy” – ostatniej podpory gospodarki i jedynego rodzaju pracy, do którego bezpieka nie zdołała wsadzić swych upapranych czerwienią rączek.

Każdy sklep, każdy punkt wymiany, każdy kiosk i każda pierdółka, w której w grę wchodzą pieniądze byłaby zobowiązana do używania kart i kont bankowych, które mają tę zasadniczą wadę, że widać na nich wszystko jak na dłoni – gdzie byłeś, co kupiłeś, ile zapłaciłeś, a nawet to, z kim handlowałeś. TO jest de facto kompletna miazga i przejazd po prywatności – znacznie większa niż ACTy i brutalne antypirackie nagonki.

Od tej pory troskliwo-podcieraczodupkowe służby mogłyby mieć pełen wgląd w kilkuletnią historię transakcji każdego obywatela – a w konsekwencji do tajemnic handlowych, miejsc pobytu, danych kontrahentów, osobistych preferencji przy doborze towarów i caaałej masy różnych pierdół, z którymi człek rozsądny a nieufny nie podzieliłby się nawet z kolegą, a co dopiero jakimś miśkiem z Abewu, Cebea, czy innych WSI.

Coś takiego, jak mi podpowiada ma sklerociała już pamięć, zaproponowano niegdyś w Szwecji – gdzie elyty postulowały ukrócenie dyktatu “niebezpiecznych transakcji” i zabezpieczenie interesów klasy pracującej, poprzez zmuszenie jej do płacenia za bilety wyłącznie kartą. Wujek nie gryzie: link.

Abstrahując jeszcze od tematu służb, Szwecji, ACTów i uwalonych farbą czy czym rączek – “szara strefa” nie znosi próżni. Jeżeli wyeliminują papierki, walutą stanie się coś innego – praca, kamienie szlachetne, obligacje… Cokolwiek, co ma jakąś wartość i da się wymienić na realny piniondz.

Ten piniondz jest więc miernikiem wartości towaru – i sam w sobie nie ma wartości i wcale nie jest powiedziane, że musi być najważniejszą walutą używaną podczas wymiany. Sprzedawca krzeseł może umówić się z klientem, który zna się na włókiennictwie, że ten wymieni mu firanki w lokalu i w zamian otrzyma komplet jeszcze gorących stołków. 7-letni Wojtuś wstaje codziennie o 5-tej i roznosi na osiedlu świeże bułeczky, 14-letni Ryszard myje sąsiadom auto, a 59-letni Cristopher (emigrant z Kanady) myje Krysi i Stasi podjazd; jedząc sobie codziennie rodzinny, darmowy obiadek. Wolny handel, wolny ynternet, wolna €uropa, wolny piniondz!

Podziel się:

  • Facebook
  • Print
  • Reddit
  • StumbleUpon
  • Twitter
  • Digg
  • Email
  • Pinterest
  • Tumblr
  • LinkedIn

Dodaj do ulubionych:

Lubię
Bądź pierwszą osobą, która doda ten wpis do listy ulubionych.

Demot wkurwiający

16 piątek gru 2011

Posted by nwn9 in Polityka, Gospodarka

≈ Dodaj komentarz

Tagi

wolność, prezydent, polska, śmierć, rosja, Polityka, podatki, pieniądze, religia, kościół, niemcy, głupota, tolerancja, kapitalizm, socjalizm, komunizm, wybory, władza, politycy, chrześcijaństwo, Bóg, unia europejska, europa, lewica, pis, po, życie, gospodarka, usa, hiszpania, holandia, merkel, krzyż, sejm, demokracja, jarek, lud, rostowski, rząd, chiny, gazociąg północny, włochy, francja, donek, bruksela, grecja, słońce peru, yaro, cywilizacja, bankierzy, wolny rynek, sarkozy, integracja, centrolewica, gazprom, gaz, kreatywna księgowość, federalizm, zsre, wiejska, luksemburg, samowola, merkozy, nagi cesarz, kanclerz, stany zjednoczone, bałtyk, krym, sarmacja, stado, legendy

Oto mój komentarz do tego demota:

Jak czytam te komentarze, to mię kurvica bierze. Zgrupowanie znawców ekonomii pokroju Tomusia Tomczykiewicza, ekspertów gospodarczych z leninowego nadania. Autor stosuje retorykę PiSowską – bajdurzy o “podatkach zasilających konta obcych mocarstw” i “wspieraniu polskiego kapitału”, miast ‘zagranicznego’.

A na co wam coś takiego jak polski kapitał, skoro popieracie gospodarkę centralnie planowaną, obligatoryjny łże-patriotyzm i narzucanie wszystkim purytańskiego stylu życia? Kapitalizmem nazywacie wszystko, co odbiega od waszego, zatrzymanego w komunistycznej mentalności myślenia, że wolność to samowola, wolny rynek to rządy banksterów, a państwowych przedsiębiorstw się nie prywatyzuje.

Wcale nie jesteście lepsi od bandy spod znaku pomarańczowego kulfona, tylko bardziej szczerzy w zamordystycznych intencjach – gospodarkę chwycić za karczek, wyregulować i obciążyć sankcjami, żebrzących nierobów dotować i budować dla nich przytułki, a przedsiębiorców traktować jak dopust boży i zło konieczne. Tego rodzaju myślenie, myślenie charakterystyczne zazwyczaj dla tzw. “centrolewicy”, czyli socyalistów z Magdalenki i okrągłego stołu, zawsze było elementem strategii gospodarczej PiSu.

Im tak naprawdę nie zależy na niczyjej wolności, na żadnych “drugich Chinach”, czy uczynieniu z Polszczy tygrysa gospodarczego. Yarosław stworzył sobie skrzywioną wersję polski sarmackiej, z panami w kontuszach w roli przewodników narodu, gargantuicznej armii żyjącej na koszt podatników i całą masą hipokrytów w roli “przewodników stada”.

Wybór pomiędzy PiSem a PO to jak wybór pomiędzy podcięciem żył a poderżnięciem sobie gardła. Z PiSem zeszlibyśmy powoli, cichutko, odpłynęli w ciemny sen historii, wraz z legendami o Rzeczpospolitej od Bałtyku po Krym. Zasadniczo, reszta tego, co opisano w democie jest zgodna z prawdą. Rząd ma w rzyci interesy skarbu państwa i sprzedaje polskie dobra za bezcen, w pośpiechu pozbywając się nierentownych spółek, nie reagując na germańsko-rosyjskie kolaboracje i pokornie znosząc podwyżki cen gazu narzucane przez Gazprom.

Znosi, bo nie musi znosić horrendalnych rachunków za gaz i prąd; dla Rostusia et consortes to tylko cyferki, elemernty ‘kreatywnej księgowości’. Wyjścia z Unii chcemy chyba wszyscy, bo to jest obecnie największe zagrożenie dla względnej równowagi politycznej i ekonomicznej naszego sarmackiego landu. €uropejscy banksterzy zdążyli już dorżnąć gospodarki Grecji, Hiszpanii, Włoch i Portugalii – a w kolejce stoją Francja, Holandia i Luksemburg.

Ponieważ nasze Słońce Peru, miłościwie nam panujący Pan Płemieł pod względem poddaństwa tronowi brukselskiemu cechował się dotąd całkiem przyzwoitym dystansem i pragmatyzmem, stan polskiej gospodarki rzeczywiście prezentuje się na mapie €uropy na zielono. Holandie i Luksemburgi zaliczają spadki, Grecje toną w długach, a u nas skarb państwa ma się nieźle – w przeciwieństwie do wydojonych do ostatka obywateli, którzy żyją za średnio półtora do dwóch kafli.

Dla Polaków trzy tysiące złotych zarobku to już olbrzymia kwota, a taki operator koparki, która zarabia koło czterech baniek miesięcznie jest burżujem, bogaczem i człowiekiem sukcesu. W Niemczech albo na zachodzie miałby 6x wyższe zarobki. Na codzień tego nie czujecie (no dobra – czujecie, ale przestaliście zwracać uwagę), ale przepaść cywilizacyjna pomiędzy nami a resztą krajów zaliczanych do “bogatych” jest olbrzymia.

Jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy? Dlaczego gospodarki przeżywają załamanie, pomimo kolejnych iście bohaterskich wyczynów naszych herosów znad Wiejskiej i Brukseli, jest coraz gorzej? Bo to oni wszystko dorzynają! Gdyby nie robili nic, przynajmniej przestałoby się pogarszać, a gdyby podali odtrutkę w postaci uwolnienia cen, rynku, stopy procentowej i oparcia pieniądza o parytet złota, słupki wygładziłyby się jak znalazł!

Ale to by oznaczało koniec wpływów, koniec grabienia Ludu Pracującego Miast i WSI z ciężko zarobionej, grzesznej mamony. Dlatego są za utrzymaniem obecnego marazmu, a nawet idą jeszcze dalej – chcą ściślejszej “integracji”, zwiększenia roli rządu federalnego i wrzucenia €uropy na tor podobny do tego, który przeszły XVIII-wieczne Stany Zjednoczone – walki dwóch koncepcyj, federalistycznej i bardziej scentralizowanej.

Tutaj mamy mały paradoks, ponieważ obie są tożsame – €uropa już jest federalistyczna, a teraz brukselski rząd miałby zyskać bezpośrednie narzędzia do wpływania, manipulowania i decydowania o sprawach prowincji członkowskich. Oznacza to de facto podporządkowanie WSZYSTKICH 27-dmiu rządów Związku Sowieckich Republik €uropejskich dwóm organom Komisji €uropejskiej i Parlamentowi €uropejskiemu.

Obie są znane z zamiłowania do egzekwowania władzy, wprowadzania ton nowych regulacji dziennie i skwapliwego wykorzystywania swoich kompetencyj. Ergo, wejście w życie nowych zmian, podyktowanych przez Sikorsky’ego na zamówienie kanclerzyni Merkelowej i Nagiego Cysorza Merkozy’ego oznacza koniec względnej autonomii każdego z landów €urolandu.

Dlatego tacy jak towarzysz Palikmiot i jego 42-osobowa junta tak ochoczo przytakują i liżą pełowskie dupska, sycąc się w blasku Integracji. Nie mają krzyża, nie mają Boga, nie mają żadnych półksiężyców, gwiazdek ani medytujących mnichów, do których mogliby się modlić, albo chociaż elementarnej uczciwości i moralności, toteż nie przeszkadza im zdradzieckie zachowanie i wykpiwanie tych wartości, które nie przynoszą żadnego zysku.

Reasumując, recepta, rozwiązanie na oligarchiczny kryzys znajduje się tutaj: http://nwn9.wordpress.com/jak-wyglada-normalne-panstwo/. Tyle.

Podziel się:

  • Facebook
  • Print
  • Reddit
  • StumbleUpon
  • Twitter
  • Digg
  • Email
  • Pinterest
  • Tumblr
  • LinkedIn

Dodaj do ulubionych:

Lubię
Bądź pierwszą osobą, która doda ten wpis do listy ulubionych.

Kassa, kassa brzęczy

30 środa lis 2011

Posted by nwn9 in Gospodarka

≈ Dodaj komentarz

nia sławetnego a dzisiejszego, cały Postępowy Świat obiegła Dobra Nowina – hamerykański rząd federalny przeprowadził był wreszcie audyta w FEDzie, takim dużym, soczystym krwiopijcy, który zatruwa światową gospodarkę w iście magicznym, czarodziejskim stylu – tworząc z powietrza kolejne biliony dolarów.

Wykreował ich bodajże 16 (słownie: szesnaście). To jakieś 114% PKB całej alianckiej gospodarki. Za to można kupić kilka krajów, sukcesywnie przeprowadzić parę wojenek, albo zwyczajnie postawić sobie villę z basenem wielkości Nowego Jorku. Dla jednych dużo, dla innych – kropla w morzu długów.

Ostatnio czytałem, że w Juesej zadłużyli się na okrągłe, parzystokopytne 15 bilionów – i wydało mię się to mocno niewyobrażalne. Później, opinię tę musiałem dość mocno skorygować, albowiem w kolejnym newsie 15-ście zmieniło się w 50-siąt. Też bilionów. A później doszło jeszcze kolejne 13-ście, i tak dochodzimy do kwoty obecnej, która zapewne się jeszcze powiększy – 63 bilony U$D. Pięć Nowych Jorków, jak nic.

Z tym rządem federalnym we wstępie może nieco przesadziłem – w końcu, FED miałby kontrolować FEDa? Zajął się tym niejaki Bernie Sanders, republikański senator, który raczył zainteresować się tą sprawą po kilku latach ciągłych nawoływań p. Rona Paula – i udostępnił wyniki w Kongresie. Niestety, dziwnym trafem nie upublicznił ich w całości, także cyferki to tylko część prawdy, której mieszkańcom kraju spod znaku autostrady A2 nigdy nie dane będzie poznać.

Nieszczególnie rozumiem jak, do afroamerykańskiej kuśki (poprawna politycznie i gramatycznie forma pewnego vulgarnego kolokwializmu), ich gospodarka może jeszcze funkcjonować przy takim obciążeniu? U nas marne 300 miliardów niespłaconej lichwy dusi cały rynek, a oni żyją, zarabiają i korzystają z uroków natury jak ludzie. Czerwona wyspa o barwie zieleni, jakby najechały ją jakieś Pawlaki.

Wedle danych wikipedystycznych (odkąd zaczął jej używać Tovaritch Bronislav, korzystanie z Wikipedii to nieodrodna oznaka polskości), ichnie przeciętne PKB wynosi 45.000 $ per capita. Rocznie. Pomnóżcie to sobie przez 3,34889453, akkturalny kurs €uro, a potem odejmijcie od tego 1.500, a dowiecie się, dlaczego oni mogą stać w kolejkach po nowe MacBooki, a my nie.

Ponieważ wiem, i słusznie (przez grzeczność nie zaprzeczę) zakładam, że ani wam w głowie uruchamianie kalkulatora i przeprowadzanie skomplikowanych matematycznych kalkulacyj, dokonam tego za was. Wychodzi okrąglutkie 150.700 U$D na głowicę, co w porównaniu do naszego rodzimego a wyżebranego półtora kafla wydaje się stosunkiem raczej… Dużym. Takiego pudelka w fazie post-prenatalnej do 12-letniego wilczura z puszczy.

Nie wierzcie mi jednak, nie ufajcie, albowiem z matmy miałem dwójeczkę. Okrągłą. Wyżebraną. Tak bardzo polską, że człowiek aż się z niej cieszył. Z tego, co pan na karocy raczył rzucić swym ledwo żywym woźnicom za całodzienną, wyczerpującą robótkę na mrozie.

Kto otrzymał rządową zapomogę? Nikt inny, tylko ohydni kapitaliści – największe banki. Morgany, Lehmany, Deutsche, i inne pijawki, które trzęsą światowymi federalistami. Takie to szkodniki otrzymują gratyfikacyje, których domagały się lumpy spod Wall Street. Z punktu widzenia ekonomii, obojętnym jest, kto dostanie kasiórę – inflacja i tak postępuje, i w końcu dolar przestanie być sztucznie podtrzymywany na przyzwoitym kursie.

Stanie się czymś w rodzaju powojennej marki niemieckiej – taniego papieru toaletowego, który będzie się z miejsca na miejsce wozić taczkami, i drukować w setkach bilionów, żeby jakiekolwiek efekty były w ogóle odczuwalne.

Nikt już nie pamięta o tak genialnych pomysłach jak powrót do parytetu złota, albo chociaż uniezależnienie dodruku pieniędzy od rządu – żeby nie mógł łatać dziur w podziurawionym jak ser szwajcarski budgecie. Jest co prawda człowiek, który konsekwentnie od paru dekad głosi to samo – a zowie się Ron Paul.

O, to on:

Bardzo mi on przypomina pana JKM, który to we własnym kraju siedzi na marginesie, jest wyszydzany, wykpiwany przez salon, ale wciąż udaje mu się egzystować.

Można powiedzieć, że Paul jest taką rozbudowaną, starszą, mądrzejszą, popularniejszą i ciętszą wersją Korwina. Poglądy na państwo ma bardzo libertariańskie, jest znany, bardzo rzadko popełnia grafy, umie prowadzić kampanie i zbierać kasę. U nas – murowany i betonowany prezydent.

W Hameryce takich “zdolnych, ale niedocenianych” jest więcej – ale wymagania i liczba miejsc w obu izbach, o które można się ubiegać, też jest proporcjonalnie mniejsza. W Polszczy Ludowej, na jedno miejsce w sejmie przypada od 50-ciu do stu kandydatów – tam o nominację jest znacznie trudniej, bo nie ma partyjniackich okręgów wielomandatowych.

Konkurencja wymusza selekcję, tak więc do Senatu i Izby Reprezentantów dostają się zazwyczaj tylko najlepsi. Wydawałoby się, złoty środek pomiędzy dupokracją a republikanizmem. Skoro tak, to za wstawiennictwem której relikwii św. Barbary od Kuśki połowę miejsc w Kongresie zdołali zapewnić demokraci, sprzedajni keynesiści?

To już wynika z tego, że demokracja sama w sobie jest wadliwa – gdyby rządził sam Senat, złożony wyłącznie z republikanów, absurdalnemu rozpasaniu natychmiast położono by kres.

Większość to i tak kryptosocyaliści, sympatyzujący z zamordyzmem w stylu conservatywnych pomysłów Wojtka Cejrowskiego – cenzurą pornografii i “szkodliwych dla zdrowia psychicznego małoletnich” treści we wszelakich mediach. Albo przymusem szczepień, ich autorskim idiotyzmem.

W zasadzie, słuchając tego, co każdy z towarzyszy-konserwatystów prezentował w debacie przed prawyborami na prezydenta, mogę z czystym sumieniem rzec, iż na stołek nadaje się tylko Mr. Paul. Reszta to pozerzy. Niby ścigali się na wyprzódki, kto bardziej liberalny i przyjazny przedsiębiorcom, ale skoro “konserwatyzm”, to znaczy: “zamordyzm”. Tylko taki bardziej zakamuflowany, żeby nie odstraszyć tych od bostońskiej herbatki.

Dobra, dość. Spać mi się chce. Branoc. Pomyślcie może jeszcze na ten temat, bo ja zawsze jadę po łebkach; nie chce mi się rozpisywać. Pa.

Podziel się:

  • Facebook
  • Print
  • Reddit
  • StumbleUpon
  • Twitter
  • Digg
  • Email
  • Pinterest
  • Tumblr
  • LinkedIn

Dodaj do ulubionych:

Lubię
Bądź pierwszą osobą, która doda ten wpis do listy ulubionych.
← Older posts

♣

Spam, prosto na twoją skrzynkę:

Join 13 other followers

♣  

Maj 2012
P W Ś C P S N
« kwi    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

♣ Ostatnie wpisy

  • O wyzysku, akapji & anarchizmie w ogólności słów kilka
  • Randki, grzesznicy i oaza, czyli wywiad z ks. Proboszczem
  • Świadectwo skretynienia
  • Vox Orbánum
  • Bezpieczeństwo, wolność, przymus?

♣ Archiwum

♣ Strony interesujące

Liberalis

Michał Stonawski

Graham Smith

Janusz Korwin-Mikke

Jacek Sierpiński

Kel'Thuz

Marcin Chmielowski

Boli Blog

TWX

Adam G.

Tak bardzo źle

Applefobia

Wasiukiewicz

Kryzys Blog

Rafał Ziemkiewicz

Milton Ha

Paweł Bartosik

Młodzi, wykształceni i z wielkich ośrodków

Bartłomiej Wanot

Robert Gwiazdowski

Ministerstwo Prawdy

Martin Lechowicz

Wirtualne Impresje

Chief Dundee

Ebenezer Rojt

Przebudzator

Lach

♣ Kategorie wpisów

  • Człowieki
  • Gospodarka
  • Grafiki
  • Nauka | Technologia
  • Ogólne
  • Pierdoły
  • Pisanina
  • Poglądy | Ideologie
  • Polityka
  • Wydarzenia

© 2012 Michał Sasak

Blog na WordPress.com. Theme: Chateau by Ignacio Ricci.

loading Anuluj
Post was not sent - check your email addresses!
Email check failed, please try again
Sorry, your blog cannot share posts by email.