Tagi

, , , , , , , , , ,

Jako, że w moim systemie motywacji ostatnio rozpanoszyła się choroba znana jako dysfunkcja, wpisa otrzymujecie dopiero teraz. Niedomoga owa jest niedomogą z gatunku niedomóg chronicznych i objawia się zazwyczaj tym, że wolę się opierdalać, zamiast pisać. Ale, nie bójta się, zwalczam to. Powoli.

Ponieważ pozostawianie Czytelników niezaspokojonych i na głodzie nie licuje z powagą nie tylko niniejszego, ale w ogóle żadnego autora, publikujem tu odpowiedź na takiego oto komęta; autorstwa Szymona Piotra Pańczyka:

Drodzy anarchokapitaliści. Jakie rozwiązania rynkowe problemu terroryzmu dostrzegacie? Załóżmy, że pewne tajne ośrodki na świecie dysponują arsenałem broni atomowej, biologicznej, chemicznej. Jest jasne, że wolny rynek dostarczy narzędzi dystrybucji takiej broni do zainteresowanych i uposażonych. Jak, przyjmijcie rolę przedsiębiorcy, odpowiedzielibyście na zapotrzebowanie na bezpieczeństwo ze strony zwykłych ludzi, którzy chcieliby uzyskać (rozsądną) pewność, że ich dom nie znajdzie się nigdy w polu rażenia głowicy jądrowej pozostającej w rękach grupy ekstremistów?

Oto moje, spisane pod Natchnieniem, słowo:

Równie dobrze można by zapytać o “zapotrzebowanie na bezpieczeństwo” tych, którzy chcieliby uzyskać pewność, że nikt nie wysadzi im domu z bazooki. Zdecydowana większość spośród większości nie czuje się zagrożona, nie montuje sobie ścian pancernych, ani nie instaluje miniaturowych wyrzutni przeciwrakietowych. 

W społeczeństwie wolnościowym wszyscy będą mieć broń chemiczną, biologiczną i atomową w dupie, albowiem nie będzie już państw, przeciwko którym można jej użyć. Jeśli ktoś kiedykolwiek dysponował poważniejszą ilością głowic nuklearnych, to były to zawsze rządy wielkich mocarstw – USA, Indie, Sovietski Sojuz, czy Chiny. Praktycznie nigdy nie zdarzyło się, żeby bomby atomowe wpadły w łapska ohydnych prywatnych kapitalistuff. Tylko państwa są dostatecznie bogate, żeby wytwarzać sobie wzbogacony uran, przerabiać go na głowice, a potem w nieskończoność przetrzymywać i wywoływać u sąsiadów poczucie zagrożenia.

Jeżeli chodzi o broń biologiczną i chemiczną, to wytworzenie choćby jednej bomby z wąglikiem do najtańszych i najszerzej opisanych z pewnością nie należy. Ale, przypuśćmy już, że argument ekonomiczny jednak zawiódł, bo pojawił się nadziany russijski oligarcha, który z własnej kiesy funduje sobie dwie bomby z gruźlicą typu C i wsadza je do samolotu. Pojawia się pytanie, po co łon miałby to w ogóle robić? Jeżeli jakiegoś fundamentalisty nie stać na to, żeby sobie sam ufundował taką bombkę, to skąd niby miałby wziąć mamonę na sponsorowanie ekscesów jakiegoś milionera?

Każdy akt masowego terroryzmu był przejawem nienawiści wobec RZĄDU. Taki, dla przykładu, Usama ibn-Ladin mówił: “Bush odpowie za swoje zbrodnie nie życiem, tylko cierpieniem swojego narodu”. “Jeśli Ameryka użyje przeciw nam broni chemicznej czy atomowej, będziemy mogli odpowiedzieć tą samą bronią, która służy nam jako środek odstraszania”. Wynika z tego jasno, towarzyszu komsomołowcze, że obiektem jego hejterstwa był przede wszystkim Bush, rząd i US Army, którzy dla Afgańczyków i Pakistańczyków stali się synonimem okupanta. To, że gość był popierdolonym ortodoksem i religijnym fanatykiem, który utożsamiał obywateli USA z rządem to już inna sprawa. Źródłem problemu była przede wszystkim interwencyjna polityka Waszyngtonu, która w ciągu ostatniego stulecia i czasów I WŚ rozrosła się niebotycznie – wymagając w zamian wyższych podatków, New Dealów i utworzenia FEDu, coby sobie drukować banknociki z powierza.

No ale załóżmy, że jakiś fanatyk produkuje sobie broń biologiczną i detonuje w środku miasta. Wybucha epidemia wąglika, gruźlicy, krwawienia z fiuta; czegokolwiek, co jest chorobą i zabija. Człowieki panikują, ludzie umierają, więc wszystkie organizacje policyjne i stowarzyszenia naukowców czują, że to jest dla nich być albo nie być – że muszą unieszkodliwić terrorystów i zażegnać problem epidemii, albo cała wiocha po prostu wymrze i nie będzie klientów. Prowadzą więc osobne śledztwa, albo tymczasowo łączą się w Coś – i poszukują sprawców zamachu. Robią kwarantannę, odcinają dzielnicę po dzielnicy i z obawy o własne dupy szukają tak długo, aż znajdą.

Szpitale, ośrodki badawcze, organizacje ochroniarskie i prywatne lecznice udostępniają swoją wiedzę i pomieszczenia, bo wiedzą, że epidemia im zagraża, a potencjalne uśmiercenie 3/4-tych miejskiej populacji grozi poważnym zastojem w interesach. W każdym przypadku działa zdrowy, wbudowany w naturę człowieka egoizm, który przez pryzmat dbania o własną rzić sprawia, że życie innych staje się lepsze.

Rząd jest w stanie osiągnąć to samo, a prawdopodobnie nawet zrobić to lepiej – ale nie potrafi tego zrobić bez solidnego wyłupienia społeczeństwa z uczciwie zgromadzonych piniendzy. Efekt opodatkowania jest taki, że przez znakomitą większość czasu ludzie płacą za coś, z czego prawdopodobnie nigdy, albo raz na dwie dekady, skorzystają. Skoro nikt (jeszcze, inspiracja ObamaCare prawdopodobnie natchnie i rząd Donalda Te) nie przymusza mnie do wykupywania ubezpieczenia, to z jakiej racji mam płacić za coś, z czego być może nigdy nie będę musiał skorzystać?

Wolny rynek nie może “nie działać”, z tego względu, że tak naprawdę nie jest ustrojem. Ludzie radzili sobie na długo przed nastaniem wszelkich -izmów, na czele z feudalizmem i socyalizmem, na długo przed ustawową regulacją rynku i połączeniem się kilku plemion w jedno – najczęściej poprzez przymus, podbój, gwałt na dziewicach i palenie chałup.

Genezą państwa jest agresja, genezą Wolności jest dobrowolność. Tak, wiem, że Jul zwyzywa mię od utopistów, ale towarzysz Pańczyk chciał dyskusji, argumentów – toteż mu je dostarczam. Dziewczę może mię bić gdzie chce i ile razy chce, a ja i tak nie oddam.

Amen, to mówiłem ja, Kononovitch Cristoph.