RedNacz Nowego Ekranu, Tomasz Parol (ksywa: Łażący Łazarz) opublikował był wywiada z gościem reklamującym się jako “szef grupy Anonymous w Polsce”. Człekiem bardzo tajnym, bardzo groźnym i siedzącym ponoć po czubek głowy w tzw. Wielkiej Grze O Losy Świata – cyberwojnach, starciach agentów wrażych mocarstw, podsłuchach Polaczków przez Chinoli z bazaru i wszystkich tych strasznych, tajnych rzeczach, o których przeciętny zjadacz chleba woli nie słuchać przy jedzeniu.
Chociaż’em laik i się nie znam, nawet dla mię ten jak na standardy Animuza wywiad-rzeka wygląda co najmniej wątpliwie. Zacznijmy od sposobu prowadzenia rozmowy – jeden z najbardziej poszukiwanych hakerów w Polszczy Ludowej zaprasza na spotkanie, jak sam przyznał, inwigilowanego przez WSIowców Tomasza Pe i spotyka w okolicach Warszawy; najpewniej miejscu publicznym.
Dlaczego człowiek, który może bez wysiłku włamać się na czyjąś skrzynkę pocztową i zostawić tam uwiarygodniający go ślad decyduje się zaryzykować fizyczny kontakt z obserwowanym targetem służb specyalnych? Wystarczyłoby, gdyby wskazał Łazarzowi możliwość wysyłania pytań na drugą skrzynkę. Wiarygodność rzekomo anonimowego Anonimuza i tak oscyluje w okolicach zera. Równie dobrze mógł to być służbista, podstawiony prowokator, czy haker-pasjonat, który interesuje się polityką i ma wystarczająco pary w gębie, żeby zwieść nawet towarzysza Parola.
Już podczas zapoznania, kiedy chlopaq przestawia się jako “trzon” i określa mianem “najlepszego” z bliżej niezidentyfikowanej grupy obrabiaczy informacji wyłazi bokiem sprzeczność. Zaraz potem dodaje, że Animuz jest rodzajem “struktury anonimowej, amorficznej i absolutnie niesformalizowanej”. Jeżeli grupa faktycznie jest taką amebą i nie posiada żadnej hierarchii, to jak można w ogóle mówić o “trzonie”, czy “rządzeniu i nadawaniu tonu”? Spora część Anonimuzów to anarchiści, którzy nie zniosą żadnego rodzaju kontroli, rządu, czy narzucania grupie zdania jednostki.
Potem pojawia się słynny już fragment o podsłuchiwaniu przez wyłączoną komórkę – rzucony właściwie mimochodem i zignorowany przez RedNacza podczas zadawania następnego pytania. O ile służbiści nie posiadają jakichś tajemniczych, importowanych ze zgniłego zachodu metod zdalnego podsłuchiwania przez wyłączony telefon, będę zakładał, że chodziło to po prostu o dodatkową pluskwę umieszczoną gdzieś pośród kabelków, czy pod wyświetlaczem. Dlaczego wyłączony telefon nie może posłużyć za dyktafon tłumaczyć chyba nie muszę.
Anonimowy rysiek opisuje mechanizm “przerzucania sobie” delikwenta od służb do służb. Podsłuchują go przez pewien czas, i jeśli nic nie znajdą, zostawiają dla kolejnego stadka hien. Iście, taka mała samopomoc chłopska, Consulting Company Limited. My damy naszego wam, a wy dacie nam w zamian waszego. Wszyscy są szczęśliwi, a już najbardziej 10 milionów pracowników służb, które wprost nie nadążają z inwigilacją wszystkich Wrogów Narodó. Zakładając oczywiście, że to państwo na nich stać.
Chwilę potem dochodzą nas kolejne straszliwe wieści: dybią na nas bandy najemnych hakerów ze wschodu, Ruskie i Chinole; podsłuchują i sprzedają za Ural i Ałtaj. Nie kwestionuję, brońcie Panbuczku, istnienia giełd informacji, bo na świecie to zapewne norma, że służby i zainteresowane osoby (takie jak wspomniany towarzysz Buffett) wymieniają się bilingami, logami sieciowymi, rejestrami z podsłuchów i całą zwałą śmieci, które gromadzą się w toku działania służb. Zamiast wywalać, WSIowcy mogą wszystko z zyskiem zutylizować na bazarze – anemicy sobie przejrzą, większość odrzucą, a to, co ich zainteresuje przekażą do central w Moskwie i Pekinie. It’s win-win.
Dalej, miszczu raczy nas krótkim info o metodzie przeszukiwania bazy danych operatora na podstawie słów kluczowych i… Opisem, a jakże, swojego genialnego kunsztu hackerskiego. “Mogę”, chwali się, “zacząć podsłuchiwać Tuska omijając dziecinne zabezpieczenia, a samemu Bondaryczkowi mogę odsłuchać i skasować wszystkie wiadomości głosowe”.
No skoro możesz, to dlaczego tego nie robisz? Czemu powstrzymujesz swój karzący, cybernetyczny bat i pozwalasz trwać reżimowi pomarańczowych kulfonów; dyktaturze, która robi “Państwu Polskiemu” taką krzywdę? Protekcję systemów bankowych można jeszcze pokrętnie tłumaczyć chęcią ochrony obywatelskich oszczędności. Trzeba tylko Otworzyć Umysł, zacisnąć kciuki, zagryźć kłykcie i uwierzyć w to, że banda komputerowych geeków będzie systematycznie, rok w rok strzec systemów teleinformatycznych zagranicznych (a działających pod polskimi nazwami) holdingów. Zapewne banksterzy wynajmują hakerów jako ekspertów od bezpieczeństwa, ale nie za dzięka, tylko konkretne pieniądze i nie w takiej skali.
Później standard. Jak nie będziesz cicho, to zły żółtek (może Bilguun?) usunie ci PESEL, poprzestawia hasła, zdyskredytuje i nie zapomni klupnąć w łepek, gdybyś za bardzo narozrabiał.
W rewelacje na temat otwartych skrzynek pocztowych na Onetach, Wupe i Interiach jestem skłonny uwierzyć, dlatego, że służalczość polskich koncernów medialnych nie zna granic. Im wcale nie potrzeba nakazów sądowych i papierków od prokuratora – udostępnią służbom wszystko, bo nie szanują klienta; przyzwyczaiły się już do pozycji monopolistów na ogłupianie informacją.
Miałem wstawić to na końcu, ale nie wytrzymam – kolejna wstawka przechyliła szalę radości. “Szczególnie musicie uważać, gdy za dwa tygodnie ruszycie z Tygodnikiem NE. Jesteście zbyt beztroscy”. “Zróbcie prościutką aplikację pocztową, podepnijcie pod Nowy Ekran dla swoich użytkowników, zabezpieczcie ją na 3 sposoby”. ”Nie śmierdzicie groszem i teraz was można załatwić ekonomicznie. A szkoda by było, bo nie jesteście ani sprzedani, ani partyjni”. Czy indagowany szefu Anonimuzów należał kiedyś do Rady Zarządu NE?
Za to paragraf na temat ACTA jest całkiem sensowny; bo ACTA w rzeczywistości nie ma na celu walki z piractwem, tylko brutalny mord na przedsiębiorczości, swobodzie cyrkulacji myśli, idei. Panowie z komisyj mają przy tym w dupie interesy organizacji broniących “praw autorskich” – liczą się na tyle, na ilu musi liczyć się barman serwujący klientowi drinka, za którego mu zapłacono. O patentach, prawie autorskim i ściganiu jak zwierzę rozpiszę się jeszcze kiedy indziej.
Aluzja do Buffeta, starego miliardera, któremu dobrobyt rzucił się na mózg też nie jest zapewne przypadkowa – dziadyga ma ponoć nadzwyczajnego nosa do finansów i z wyprzedzeniem wie, gdzie lokować kapitał tak, żeby się porządnie zwrócił. Na wizerunek “proroka z Omaha” można sobie zapracować, albo go… Kupić. Majątek najwyraźniej nie przeszkadza mu nawoływać do opodatkowania “superbogatych” i zniwelowania różnic w dochodach. Starość boli, mój ssssskarbie.
W kolejnych odpowiedziach wraca problem cyberwojen, ataków na strony rządowe i komand ruskochińskich, zawodowo zajmujących się uprzykrzaniem życia bohaterskim panom H., którzy to panowie raczą być tak etyczni, że nie robią świństw polskim turystom i nie pastwią się nad ofiarami dla zabawy. Iście, jak kot, który odgryza myszy głowę i odpuszcza sobie krótkie tortury pazurkami.
Dalsze ustępy niosą czytelnikom wieści, wieści, dodajmy, wielce ważkie – Anonimuzi nie ujawnią swoich 200 giga, czy tera danych, pełnych haków na rząd, odpowiedzi na wszechświat, Smoleńsk i całą resztę. A nie uczynią tego, albowiem, jak już wspomnieliśmy, mają swoją etykę i nie podetną gałęzi, na której siedzą – rządu i banków. Ściślej, zrobią to, ale dopiero wtedy, kiedy rząd “złamie warunki” i zechce utopić panów hackerów “w jakichś ACTAch”. I empatia poszła się, kurwa, jebać.
Ciekawe jest jeszcze wspomnienie o Tusku, Smoleńsku i ocenzurowana odpowiedź na pytanie o sprzedajność Batera i Ewy Ewart. Z pierwszego wynika, że może towarzysz-najlepszy wcale nie jest taki sweetaśny jak sam twierdzi – zakładając oczywiście, że istnieje, a sama rozmowa odbyła się naprawdę i nie jest przykładem ambitnej dziennikarskiej fikcji. Wykluczyć tej możliwości nie mogę, bo style Łazarza i Anonimuza dosyć się pokrywają – oszczędność w formie, krótkie zdania, i taka… Grzeczność. Przekleństw, nienawiści i hejterzenia tam nijak nie uświadczysz – wszystko takie gładkie, i tfu, merytoryczne.
Niezależnie od tego, czy to fake, czy prawda jak szczere złoto, gratuluję adwersarzowi RedNacza udanego trollingu.
PS: Focia u góry jest jaka jest; wstawiłem ją, bo mi się spodobała. Spróbujcie coś ściągnąć z MegaUpload, to sobie obejrzycie podobną.

Łajzujący Łazarz popełnił swoje dziełko celowo i z wyrachowaniem. Trochę szumu przed wydaniem tygodnika nie zaszkodzi. Nie ważne, co mówią, ważne żeby mówili o NE:)