• Jak wygląda zdrowa minarchia?
  • Kim jestem?

Michał Sasak

Michał Sasak

Monthly Archives: Luty 2012

Vox Orbánum

15 środa lut 2012

Posted by nwn9 in Gospodarka, Polityka

≈ Dodaj komentarz

Tagi

budapeszt, czechy, federaliści, kaczyński, orban, pis, węgry

Ptaszki ćwierkają od rana, że JE Viktor Orbán, demokratycznie elektowany przez Lód dyktator Węgier twierdzi iż zapobiegł puczowi na swój urząd, honor swego rządu i namaszczony mocą pańską stolec budapesztański. Odpowiedzialnymi za to mają być “węgierscy i zagraniczni dyplomaci” i promująca lewacki postępowizm hamerykańska stacja CNN. Winni są właściwie tylko ci pierwsi, ale Si-en-en oberwała rykoszetem – za “podsycanie do nienawiści”.

Co ciekawe, madziarski monsz stanu podzielił się tymi rewelacjami dopiero w zeszłym tygodniu, tchnąc grozą na partyjnym soborze “w miejscowości Eger”. Szczegółów nie ujawnił, żeby tego nikt przypadkiem nie zweryfikował, a wieść dotarła do bratanków szklankowo-szablowych dopiero dwa dni po.

Towarzysz Orbán, odkąd raczył był dojść do władzy, stał się z jednej strony obiektem westchnień Jurków-Marków, prawackich konserw i wszelkiej maści prawicowo-konserwatywno-narodowo-nacyonalistycznych organizacyj sygnujących się agitką YarKacza i Hofmana, a traktujących Budapeszt jak ostatnie przedmurze chrześcijaństwa w zlaicyzowanej €uropie.

Tryumfowała nacyonalizacja, “gospodarka narodowa”, dbałość o “wartości chrześcijańskie”. Wyjątkowo uaktywniały się umiarkowanie dotychczas niechętne matuszce Brukseli ogary spod znaku Ziobry i Kurskiego, czy wspomnianego już wcześniej Hofmana. Ludzie, którzy będąc u władzy w Roku Pańskim 2007-mym nie raczyli zrobić NIC (słownie: zero, null), żeby tę swoją neosarmarmacką wersję moheryzmu urzeczywistnić, stawiają teraz Vikusia na piedestale.

Kaczyści i ziobryści nie zawracali sobie głowy ochroną życia, obniżaniem podatków (wyjątek stanowiła nieudana próba wprowadzenia Pakietu Kluski) i “polityką prorodzinną”, która u Orbána obrosła wręcz tłuszczykiem mitologii – nisko oprocentowane kredyty mieszkaniowe, “darmowe” akademiki i studia na dowolnej liczbie kierunków, ulgi podatkowe za posiadanie dzieci…

Chłopacy-PiSmacy, wzorem późno/średniowiecznych Kmiciców i ślachty przedrozbiorowej, pierwsi byli do chwalenia cudzego i najeżdżania na własne, ale ich sejmowa aktywność zasadniczo ograniczała się do spraszania kolejnych ambasadorów, Kondoliz Rajs i Hilarii Klintonowych, do afer samoobronowo-gruntowych, prowokacji CBA i sprzeciwów wobec prywatyzacyj kolejnych nierentownych, państwowych molochów. To ostatnie możliwe było tylko przy pomocy systemu dotacji i budżetowych subsydiów; wiecznego dopłacania do skrajnie nieopłacalnych spółek skarbu państwa i reanimowania żywych trupów, utrzymywanych wyłącznie w celu zabezpieczenia kilku tysięcy “miejsc pracy”.

Na plus można im zaliczyć jedynie obniżenie składki rentowej (tej, którą Pomarańczowy Kulfon ostatnio podwyższył o 2%) i ślachetną acz nieudaną próbę dekomunizacji – rozszerzenie kompetencyj IPNu i zmotywowanie urzędasów z tegoż urzędu do wytężonego ścigania nieujawnionej postubecji. Pan Macierewicz i jego hucpa mogli bezpiecznie pokazać jedynie około 15%-tu teczek – bo tylko tylu chłopaków nie było już zatrudnionych w bezpiece – głosując uprzednio za korwinową uchwałą lustracyjną. Więc mit o rzekomej niesprzedajności kaczystowskich komsomołowców trzeba włożyć między bajki.

Jakże by to miało tak być, żeby później nam w debacie taki Donek wypominał zwolnienia, albo przyprowadził jakiegoś stoczniowca, związkowca, czy innego fagasa z OPZZ i powiedział mu “To przez tego pana twoja rodzinka nie ma co żrić, a dzieci piszą ołówkami z Caritasu”? Polityka PiSu bazuje na emocjach, ślepym i chwilowym odruchu stadnym, umiejętnie podsyconym i utrzymanym przez stojącego na mównicy demagoga – który, pomimo postury mopsa, niskiego wzrostu i aparycji żywcem wyjętej ze skeczów o Topiku, porywa za sobą tłumy i nęci partiotyczny-beton niczym młoda inkarnacja Dmowskiego.

O tyle, o ile Kaczyńskiego nikt poza granicami kraju nie traktuje jako poważne zagrożenie, tak Orbán jest przez federalistów brany najzupełniej serio – odciął banksterom dostęp do rynku węgierskiego, wprowadził liniowy PIT i ocenzurował madziarskie mendia, dotychczas przepełnione czerwonymi kaczkami dziennikarskimi. Pomimo 8-miu miliardów deficytu i niezidentyfikowanej acz olbrzymiej ilości długów zewnętrznych ŻADEN z towarzyszy maoistów zasiadających w Komisji €uropejskiej nie pofatygował się, żeby kiedykolwiek zganić lub chociaż zapytać poprzedniego premiera, socyalistę Ferenca Gyurcsanya, jak zamierza go obniżyć.

Ponieważ Orbán, jak przystało na rasowego nacyonalistę, na ekonomii zna się jak bezręki na wieszaniu prania, wprowadził (zapewne pod wpływem doradców-intelektualistów, tak lubiących wygrzewać się przy państwowym kominku) mechanizmy ustawowej “troski”, będącej przejawem dbania państwa o obywatela: podatek na ciućki, cuksy i cekuladę, coby się nam obywatele za bardzo nie spaśli; podatek “solidarnościowy”, czyli społeczną zrzutkę na podreparowanie źle gospodarowanego budżetu, oraz opodatkowanie branży energetycznej – świąteczny prezencik dla palących węglem w kominkach.

Gdyby jakikolwiek ojciec rodziny albo przedsiębiorca gospodarował tak, jak włodarze z Warszawki i Budapesztu, w podziurawionych oknach zakładu hulałby wiatr, a familia już dawno spałaby pod wiatą lokalnego przybytku. Vikuś wydaje się pierwszym od lat premierem, którego nie interesuje ani przypodobanie się agendzie radzieckiej, ani błękitnym bandytom z Brukseli i Strasburga. Węgrzy publicznie palą unijne flagi i krzyczą rodzime “Precz z brukselską okupacją”, chociaż zalatuje to hipokryzją jak, nie przybliżając zanadto, krowim łajnem – najpierw doimy, zbieramy dotacje i czerpiemy z programów pomocowych, żeby potem się na nich wszystkich wypiąć i DALEJ ssać kasę? Zdecydujta się, no. Wóz, albo przewóz, baba albo kiep.

Zjeść cuksa i nie zjeść cuksa to razem dwa cuksy – szkoda, że ten drugi jakby mniej materialny… Rząd Orbána znajduje się w analogicznej sytuacji, jak Brytyjczycy i Czesi – bardzo chciałby pozbyć się kręcącego gospodarką i narzucającego jarzmo brukselskiego bata, ale za bardzo wie jak. Głos Lódó kapryśny jest; teraz połowa ankietowanych nienawidzi Unii, ale jak tylko zwietrzy kres Państwa Dobrobytu i Społecznych Korzyści, to całe Społeczeństwo wpadnie w zbiorową histerię – w ciemną dzicz, wschodnią swołocz chcą nas wyprowadzić, dotacje zabrać, ojejkujejku, jak nas psemysł i rolnictwo wytsymajom, kiedy nie bendzie jus rzondowych dotacyj?

Żaden demokratycznie wybrany rząd, o ile nie ma na celu obalenia Rządów Lódó, nie będzie kopał dołka pod własnym gniazdem i podejmował skrajnie niepopularnych decyzji. To jest właśnie element, na którym nasz Don Donislao poległ – forsując podniesienie wieku emerytalnego (“trudne decyzje, których obywatele nie potrafią podjąć”) i “twardo nie ulegając szantażom” ws. ACTA. Z drugiej strony, skrajny populizm szybko doprowadza kraj na skraj bankructwa – wiadomo przecież, że Lód będzie chciał otrzymywać wysokie zasiłki i kompleksowy wachlarz “darmowych” usług, płacąc przy tym jak najniższe podatki.

Orby nie jest populistą, idzie pod prąd, a skażenie w jego poglądach wynika bardziej z tego, że nie jest liberałem i tak naprawdę nie zna się na ekonomii – bardziej zależy mu na kruczkach w rodzaju aborcji i “polityki wspierania rodziny”, niż faktycznym wyważeniu budżetu.

Zastanawiałę się długo, azaliż chłopa potępić, czy nie. Poprzednią bandę czerwonych bije na łeb, zależy mu na ochronie życia, ewidentnie chce zrównoważyć budżet i bimba sobie na modne ostatnio federalizmy, postępowizmy i zielone feminizmy, które opanowały 98% €uropejskich dworów, ale z drugiej strony cenzuruje media, podwyższa podatki (obniżając jednocześnie inne, sprawiając w efekcie, że obniżka nie będzie odczuwalna, ale cyferki będą się zgadzać), utrzymuje horrendalnie wysoki VAT (27%) i wprowadza idiotyczne taksy na żywność (tzw. podatek od tłuszczu). Po przemyśleniu, wychodzi mi, że bilans zysków i strat jest dodatni. Madziary mogą się stać drugą, zaraz po Czechach, najzdrowszą gospodarką całego sojuzu, ze stosunkowo niewielkim deficytem i długami w “rozsądnym” jak na €uropejskie warunki przedziale.

Taka wizja z pewnością wywołała u paniczyków z Berlina i Paryża niewątpliwy ból dupy – wszak wiadomo, że najsilniejsze, najzdrowsze i najniezatapialniejsze [jak Tytatnik] są budżety Germanii i Frankonii. Ale żeby od razu zamacha organizować, CNN angażować, status quo łamać…

Takie rzeczy, w demokratycznym państwie prawa, się po prostu nie zdarzają. Amę.

Podziel się:

  • Facebook
  • Print
  • Reddit
  • StumbleUpon
  • Twitter
  • Digg
  • Email
  • Pinterest
  • Tumblr
  • LinkedIn

Dodaj do ulubionych:

Lubię
Bądź pierwszą osobą, która doda ten wpis do listy ulubionych.

Bezpieczeństwo, wolność, przymus?

08 środa lut 2012

Posted by nwn9 in Poglądy | Ideologie

≈ Dodaj komentarz

Tagi

agresja, ameryka, anarchokapitalizm, bezpieczeństwo, ekonomia, osama bin laden, państwo, rząd, terroryzm, wolność, wolny rynek

Jako, że w moim systemie motywacji ostatnio rozpanoszyła się choroba znana jako dysfunkcja, wpisa otrzymujecie dopiero teraz. Niedomoga owa jest niedomogą z gatunku niedomóg chronicznych i objawia się zazwyczaj tym, że wolę się opierdalać, zamiast pisać. Ale, nie bójta się, zwalczam to. Powoli.

Ponieważ pozostawianie Czytelników niezaspokojonych i na głodzie nie licuje z powagą nie tylko niniejszego, ale w ogóle żadnego autora, publikujem tu odpowiedź na takiego oto komęta; autorstwa Szymona Piotra Pańczyka:

Drodzy anarchokapitaliści. Jakie rozwiązania rynkowe problemu terroryzmu dostrzegacie? Załóżmy, że pewne tajne ośrodki na świecie dysponują arsenałem broni atomowej, biologicznej, chemicznej. Jest jasne, że wolny rynek dostarczy narzędzi dystrybucji takiej broni do zainteresowanych i uposażonych. Jak, przyjmijcie rolę przedsiębiorcy, odpowiedzielibyście na zapotrzebowanie na bezpieczeństwo ze strony zwykłych ludzi, którzy chcieliby uzyskać (rozsądną) pewność, że ich dom nie znajdzie się nigdy w polu rażenia głowicy jądrowej pozostającej w rękach grupy ekstremistów?

Oto moje, spisane pod Natchnieniem, słowo:

Równie dobrze można by zapytać o “zapotrzebowanie na bezpieczeństwo” tych, którzy chcieliby uzyskać pewność, że nikt nie wysadzi im domu z bazooki. Zdecydowana większość spośród większości nie czuje się zagrożona, nie montuje sobie ścian pancernych, ani nie instaluje miniaturowych wyrzutni przeciwrakietowych. 

W społeczeństwie wolnościowym wszyscy będą mieć broń chemiczną, biologiczną i atomową w dupie, albowiem nie będzie już państw, przeciwko którym można jej użyć. Jeśli ktoś kiedykolwiek dysponował poważniejszą ilością głowic nuklearnych, to były to zawsze rządy wielkich mocarstw – USA, Indie, Sovietski Sojuz, czy Chiny. Praktycznie nigdy nie zdarzyło się, żeby bomby atomowe wpadły w łapska ohydnych prywatnych kapitalistuff. Tylko państwa są dostatecznie bogate, żeby wytwarzać sobie wzbogacony uran, przerabiać go na głowice, a potem w nieskończoność przetrzymywać i wywoływać u sąsiadów poczucie zagrożenia.

Jeżeli chodzi o broń biologiczną i chemiczną, to wytworzenie choćby jednej bomby z wąglikiem do najtańszych i najszerzej opisanych z pewnością nie należy. Ale, przypuśćmy już, że argument ekonomiczny jednak zawiódł, bo pojawił się nadziany russijski oligarcha, który z własnej kiesy funduje sobie dwie bomby z gruźlicą typu C i wsadza je do samolotu. Pojawia się pytanie, po co łon miałby to w ogóle robić? Jeżeli jakiegoś fundamentalisty nie stać na to, żeby sobie sam ufundował taką bombkę, to skąd niby miałby wziąć mamonę na sponsorowanie ekscesów jakiegoś milionera?

Każdy akt masowego terroryzmu był przejawem nienawiści wobec RZĄDU. Taki, dla przykładu, Usama ibn-Ladin mówił: “Bush odpowie za swoje zbrodnie nie życiem, tylko cierpieniem swojego narodu”. “Jeśli Ameryka użyje przeciw nam broni chemicznej czy atomowej, będziemy mogli odpowiedzieć tą samą bronią, która służy nam jako środek odstraszania”. Wynika z tego jasno, towarzyszu komsomołowcze, że obiektem jego hejterstwa był przede wszystkim Bush, rząd i US Army, którzy dla Afgańczyków i Pakistańczyków stali się synonimem okupanta. To, że gość był popierdolonym ortodoksem i religijnym fanatykiem, który utożsamiał obywateli USA z rządem to już inna sprawa. Źródłem problemu była przede wszystkim interwencyjna polityka Waszyngtonu, która w ciągu ostatniego stulecia i czasów I WŚ rozrosła się niebotycznie – wymagając w zamian wyższych podatków, New Dealów i utworzenia FEDu, coby sobie drukować banknociki z powierza.

No ale załóżmy, że jakiś fanatyk produkuje sobie broń biologiczną i detonuje w środku miasta. Wybucha epidemia wąglika, gruźlicy, krwawienia z fiuta; czegokolwiek, co jest chorobą i zabija. Człowieki panikują, ludzie umierają, więc wszystkie organizacje policyjne i stowarzyszenia naukowców czują, że to jest dla nich być albo nie być – że muszą unieszkodliwić terrorystów i zażegnać problem epidemii, albo cała wiocha po prostu wymrze i nie będzie klientów. Prowadzą więc osobne śledztwa, albo tymczasowo łączą się w Coś – i poszukują sprawców zamachu. Robią kwarantannę, odcinają dzielnicę po dzielnicy i z obawy o własne dupy szukają tak długo, aż znajdą.

Szpitale, ośrodki badawcze, organizacje ochroniarskie i prywatne lecznice udostępniają swoją wiedzę i pomieszczenia, bo wiedzą, że epidemia im zagraża, a potencjalne uśmiercenie 3/4-tych miejskiej populacji grozi poważnym zastojem w interesach. W każdym przypadku działa zdrowy, wbudowany w naturę człowieka egoizm, który przez pryzmat dbania o własną rzić sprawia, że życie innych staje się lepsze.

Rząd jest w stanie osiągnąć to samo, a prawdopodobnie nawet zrobić to lepiej – ale nie potrafi tego zrobić bez solidnego wyłupienia społeczeństwa z uczciwie zgromadzonych piniendzy. Efekt opodatkowania jest taki, że przez znakomitą większość czasu ludzie płacą za coś, z czego prawdopodobnie nigdy, albo raz na dwie dekady, skorzystają. Skoro nikt (jeszcze, inspiracja ObamaCare prawdopodobnie natchnie i rząd Donalda Te) nie przymusza mnie do wykupywania ubezpieczenia, to z jakiej racji mam płacić za coś, z czego być może nigdy nie będę musiał skorzystać?

Wolny rynek nie może “nie działać”, z tego względu, że tak naprawdę nie jest ustrojem. Ludzie radzili sobie na długo przed nastaniem wszelkich -izmów, na czele z feudalizmem i socyalizmem, na długo przed ustawową regulacją rynku i połączeniem się kilku plemion w jedno – najczęściej poprzez przymus, podbój, gwałt na dziewicach i palenie chałup.

Genezą państwa jest agresja, genezą Wolności jest dobrowolność. Tak, wiem, że Jul zwyzywa mię od utopistów, ale towarzysz Pańczyk chciał dyskusji, argumentów – toteż mu je dostarczam. Dziewczę może mię bić gdzie chce i ile razy chce, a ja i tak nie oddam.

Amen, to mówiłem ja, Kononovitch Cristoph.

Podziel się:

  • Facebook
  • Print
  • Reddit
  • StumbleUpon
  • Twitter
  • Digg
  • Email
  • Pinterest
  • Tumblr
  • LinkedIn

Dodaj do ulubionych:

Lubię
Bądź pierwszą osobą, która doda ten wpis do listy ulubionych.

Parole, Parole

05 niedziela lut 2012

Posted by nwn9 in Polityka

≈ 1 komentarz

RedNacz Nowego Ekranu, Tomasz Parol (ksywa: Łażący Łazarz) opublikował był wywiada z gościem reklamującym się jako “szef grupy Anonymous w Polsce”. Człekiem bardzo tajnym, bardzo groźnym i siedzącym ponoć po czubek głowy w tzw. Wielkiej Grze O Losy Świata – cyberwojnach, starciach agentów wrażych mocarstw, podsłuchach Polaczków przez Chinoli z bazaru i wszystkich tych strasznych, tajnych rzeczach, o których przeciętny zjadacz chleba woli nie słuchać przy jedzeniu.

Chociaż’em laik i się nie znam, nawet dla mię ten jak na standardy Animuza wywiad-rzeka wygląda co najmniej wątpliwie. Zacznijmy od sposobu prowadzenia rozmowy – jeden z najbardziej poszukiwanych hakerów w Polszczy Ludowej zaprasza na spotkanie, jak sam przyznał, inwigilowanego przez WSIowców Tomasza Pe i spotyka w okolicach Warszawy; najpewniej miejscu publicznym.

Dlaczego człowiek, który może bez wysiłku włamać się na czyjąś skrzynkę pocztową i zostawić tam uwiarygodniający go ślad decyduje się zaryzykować fizyczny kontakt z obserwowanym targetem służb specyalnych? Wystarczyłoby, gdyby wskazał Łazarzowi możliwość wysyłania pytań na drugą skrzynkę. Wiarygodność rzekomo anonimowego Anonimuza i tak oscyluje w okolicach zera. Równie dobrze mógł to być służbista, podstawiony prowokator, czy haker-pasjonat, który interesuje się polityką i ma wystarczająco pary w gębie, żeby zwieść nawet towarzysza Parola.

Już podczas zapoznania, kiedy chlopaq przestawia się jako “trzon” i określa mianem “najlepszego” z bliżej niezidentyfikowanej grupy obrabiaczy informacji wyłazi bokiem sprzeczność. Zaraz potem dodaje, że Animuz jest rodzajem “struktury anonimowej, amorficznej i absolutnie niesformalizowanej”. Jeżeli grupa faktycznie jest taką amebą i nie posiada żadnej hierarchii, to jak można w ogóle mówić o “trzonie”, czy “rządzeniu i nadawaniu tonu”? Spora część Anonimuzów to anarchiści, którzy nie zniosą żadnego rodzaju kontroli, rządu, czy narzucania grupie zdania jednostki.

Potem pojawia się słynny już fragment o podsłuchiwaniu przez wyłączoną komórkę – rzucony właściwie mimochodem i zignorowany przez RedNacza podczas zadawania następnego pytania. O ile służbiści nie posiadają jakichś tajemniczych, importowanych ze zgniłego zachodu metod zdalnego podsłuchiwania przez wyłączony telefon, będę zakładał, że chodziło to po prostu o dodatkową pluskwę umieszczoną gdzieś pośród kabelków, czy pod wyświetlaczem. Dlaczego wyłączony telefon nie może posłużyć za dyktafon tłumaczyć chyba nie muszę.

Anonimowy rysiek opisuje mechanizm “przerzucania sobie” delikwenta od służb do służb. Podsłuchują go przez pewien czas, i jeśli nic nie znajdą, zostawiają dla kolejnego stadka hien. Iście, taka mała samopomoc chłopska, Consulting Company Limited. My damy naszego wam, a wy dacie nam w zamian waszego. Wszyscy są szczęśliwi, a już najbardziej 10 milionów pracowników służb, które wprost nie nadążają z inwigilacją wszystkich Wrogów Narodó. Zakładając oczywiście, że to państwo na nich stać.

Chwilę potem dochodzą nas kolejne straszliwe wieści: dybią na nas bandy najemnych hakerów ze wschodu, Ruskie i Chinole; podsłuchują i sprzedają za Ural i Ałtaj. Nie kwestionuję, brońcie Panbuczku, istnienia giełd informacji, bo na świecie to zapewne norma, że służby i zainteresowane osoby (takie jak wspomniany towarzysz Buffett) wymieniają się bilingami, logami sieciowymi, rejestrami z podsłuchów i całą zwałą śmieci, które gromadzą się w toku działania służb. Zamiast wywalać, WSIowcy mogą wszystko z zyskiem zutylizować na bazarze – anemicy sobie przejrzą, większość odrzucą, a to, co ich zainteresuje przekażą do central w Moskwie i Pekinie. It’s win-win.

Dalej, miszczu raczy nas krótkim info o metodzie przeszukiwania bazy danych operatora na podstawie słów kluczowych i… Opisem, a jakże, swojego genialnego kunsztu hackerskiego. “Mogę”, chwali się, “zacząć podsłuchiwać Tuska omijając dziecinne zabezpieczenia, a samemu Bondaryczkowi mogę odsłuchać i skasować wszystkie wiadomości głosowe”.

No skoro możesz, to dlaczego tego nie robisz? Czemu powstrzymujesz swój karzący, cybernetyczny bat i pozwalasz trwać reżimowi pomarańczowych kulfonów; dyktaturze, która robi “Państwu Polskiemu” taką krzywdę? Protekcję systemów bankowych można jeszcze pokrętnie tłumaczyć chęcią ochrony obywatelskich oszczędności. Trzeba tylko Otworzyć Umysł, zacisnąć kciuki, zagryźć kłykcie i uwierzyć w to, że banda komputerowych geeków będzie systematycznie, rok w rok strzec systemów teleinformatycznych zagranicznych (a działających pod polskimi nazwami) holdingów. Zapewne banksterzy wynajmują hakerów jako ekspertów od bezpieczeństwa, ale nie za dzięka, tylko konkretne pieniądze i nie w takiej skali.

Później standard. Jak nie będziesz cicho, to zły żółtek (może Bilguun?) usunie ci PESEL, poprzestawia hasła, zdyskredytuje i nie zapomni klupnąć w łepek, gdybyś za bardzo narozrabiał.

W rewelacje na temat otwartych skrzynek pocztowych na Onetach, Wupe i Interiach jestem skłonny uwierzyć, dlatego, że służalczość polskich koncernów medialnych nie zna granic. Im wcale nie potrzeba nakazów sądowych i papierków od prokuratora – udostępnią służbom wszystko, bo nie szanują klienta; przyzwyczaiły się już do pozycji monopolistów na ogłupianie informacją.

Miałem wstawić to na końcu, ale nie wytrzymam – kolejna wstawka przechyliła szalę radości. “Szczególnie musicie uważać, gdy za dwa tygodnie ruszycie z Tygodnikiem NE. Jesteście zbyt beztroscy”. “Zróbcie prościutką aplikację pocztową, podepnijcie pod Nowy Ekran dla swoich użytkowników, zabezpieczcie ją na 3 sposoby”. ”Nie śmierdzicie groszem i teraz was można załatwić ekonomicznie. A szkoda by było, bo nie jesteście ani sprzedani, ani partyjni”. Czy indagowany szefu Anonimuzów należał kiedyś do Rady Zarządu NE?

Za to paragraf na temat ACTA jest całkiem sensowny; bo ACTA w rzeczywistości nie ma na celu walki z piractwem, tylko brutalny mord na przedsiębiorczości, swobodzie cyrkulacji myśli, idei. Panowie z komisyj mają przy tym w dupie interesy organizacji broniących “praw autorskich” – liczą się na tyle, na ilu musi liczyć się barman serwujący klientowi drinka, za którego mu zapłacono. O patentach, prawie autorskim i ściganiu jak zwierzę rozpiszę się jeszcze kiedy indziej.

Aluzja do Buffeta, starego miliardera, któremu dobrobyt rzucił się na mózg też nie jest zapewne przypadkowa – dziadyga ma ponoć nadzwyczajnego nosa do finansów i z wyprzedzeniem wie, gdzie lokować kapitał tak, żeby się porządnie zwrócił. Na wizerunek “proroka z Omaha” można sobie zapracować, albo go… Kupić. Majątek najwyraźniej nie przeszkadza mu nawoływać do opodatkowania “superbogatych” i zniwelowania różnic w dochodach. Starość boli, mój ssssskarbie.

W kolejnych odpowiedziach wraca problem cyberwojen, ataków na strony rządowe i komand ruskochińskich, zawodowo zajmujących się uprzykrzaniem życia bohaterskim panom H., którzy to panowie raczą być tak etyczni, że nie robią świństw polskim turystom i nie pastwią się nad ofiarami dla zabawy. Iście, jak kot, który odgryza myszy głowę i odpuszcza sobie krótkie tortury pazurkami.

Dalsze ustępy niosą czytelnikom wieści, wieści, dodajmy, wielce ważkie – Anonimuzi nie ujawnią swoich 200 giga, czy tera danych, pełnych haków na rząd, odpowiedzi na wszechświat, Smoleńsk i całą resztę. A nie uczynią tego, albowiem, jak już wspomnieliśmy, mają swoją etykę i nie podetną gałęzi, na której siedzą – rządu i banków. Ściślej, zrobią to, ale dopiero wtedy, kiedy rząd “złamie warunki” i zechce utopić panów hackerów “w jakichś ACTAch”. I empatia poszła się, kurwa, jebać.

Ciekawe jest jeszcze wspomnienie o Tusku, Smoleńsku i ocenzurowana odpowiedź na pytanie o sprzedajność Batera i Ewy Ewart. Z pierwszego wynika, że może towarzysz-najlepszy wcale nie jest taki sweetaśny jak sam twierdzi – zakładając oczywiście, że istnieje, a sama rozmowa odbyła się naprawdę i nie jest przykładem ambitnej dziennikarskiej fikcji. Wykluczyć tej możliwości nie mogę, bo style Łazarza i Anonimuza dosyć się pokrywają – oszczędność w formie, krótkie zdania, i taka… Grzeczność. Przekleństw, nienawiści i hejterzenia tam nijak nie uświadczysz – wszystko takie gładkie, i tfu, merytoryczne.

Niezależnie od tego, czy to fake, czy prawda jak szczere złoto, gratuluję adwersarzowi RedNacza udanego trollingu.

PS: Focia u góry jest jaka jest; wstawiłem ją, bo mi się spodobała. Spróbujcie coś ściągnąć z MegaUpload, to sobie obejrzycie podobną.

Podziel się:

  • Facebook
  • Print
  • Reddit
  • StumbleUpon
  • Twitter
  • Digg
  • Email
  • Pinterest
  • Tumblr
  • LinkedIn

Dodaj do ulubionych:

Lubię
Bądź pierwszą osobą, która doda ten wpis do listy ulubionych.

♣

Spam, prosto na twoją skrzynkę:

Join 13 other followers

♣  

Luty 2012
P W Ś C P S N
« sty   mar »
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  

♣ Ostatnie wpisy

  • O wyzysku, akapji & anarchizmie w ogólności słów kilka
  • Randki, grzesznicy i oaza, czyli wywiad z ks. Proboszczem
  • Świadectwo skretynienia
  • Vox Orbánum
  • Bezpieczeństwo, wolność, przymus?

♣ Archiwum

♣ Strony interesujące

Liberalis

Michał Stonawski

Graham Smith

Janusz Korwin-Mikke

Jacek Sierpiński

Kel'Thuz

Marcin Chmielowski

Boli Blog

TWX

Adam G.

Tak bardzo źle

Applefobia

Wasiukiewicz

Kryzys Blog

Rafał Ziemkiewicz

Milton Ha

Paweł Bartosik

Młodzi, wykształceni i z wielkich ośrodków

Bartłomiej Wanot

Robert Gwiazdowski

Ministerstwo Prawdy

Martin Lechowicz

Wirtualne Impresje

Chief Dundee

Ebenezer Rojt

Przebudzator

Lach

♣ Kategorie wpisów

  • Człowieki
  • Gospodarka
  • Grafiki
  • Nauka | Technologia
  • Ogólne
  • Pierdoły
  • Pisanina
  • Poglądy | Ideologie
  • Polityka
  • Wydarzenia

© 2012 Michał Sasak

Blog na WordPress.com. Theme: Chateau by Ignacio Ricci.

loading Anuluj
Post was not sent - check your email addresses!
Email check failed, please try again
Sorry, your blog cannot share posts by email.