• Jak wygląda zdrowa minarchia?
  • Kim jestem?

Michał Sasak

Michał Sasak

Daily Archives: 6 Styczeń 2012

Legendy o królach i socyologach

06 piątek sty 2012

Posted by nwn9 in Człowieki

≈ 1 komentarz

Tagi

religia, tolerancja, Bóg, wiara, kościół katolicki, demagogia, duchowość, trzech króli, protestantyzm, buddyzm, wschód, kropiwnicki, wierzenia, wybiórcza, tradycja, ewangelia, damy

O Święto Trzech Króli od lat rozbijały się różne stronnictwa – które od jego czasu zniesienia przez agendę gomułkowską dążyły do ponownego wklepania go w dziennik ustaw, bądź też pójścia jeszcze dalej – wyrżnięcia z “przestrzeni publicznej” wszystkich wolnych od pracy dni religijnych.

Od roków dwóch miłościwie nam panująca Nasza Słoneczność łaskawie zezwala na rekultywację tej zapomnianej tradycji. Zrobiła to po burzliwych, poprzedzonych “debatą społeczną” obradach, na których zdecydowano: swoich trzech królików dostaniecie, ale w zamian oddacie nam dziesięciu. Klasyczna demagogia: damy ci stówkę, ale ty oddasz nam 140-ci.

Wydatnie pomógł też mości Jerzy Kropiwnicki, były prezydent Łodzi, przez lata pikietując i zbierając podpisy pod kolejnymi projektami ustaw. Mafia była oporna, bo dodatkowy dzień wolny to duża strata dla budgetu, ale kiedy Kropiwnicky zagroził, że rzuci jej na biurko 3 miliony podpisów, ostatecznie Donaldinho musiał się ugiąć – flaga jednoznacznie wskazywała, że wiatr “opinii społecznej” wieje akurat stamtąd.

Ryży herszt cudotwórców nie po raz pierwszy wykazał się wrodzonym oportunizmem i zgiął się jak jaszczurka, stosując politykę win-win. 6 stycznia jest wolny, ale jeśli twoje dni wolne (nie)fortunnie wypadną akurat w weekend, to nikt ci ich nie “odda”. Durne katole dostały swoje święto i nie miały się już o co burzyć, ateiści mają do przepracowania 300 innych dni w roku, a mafijny skarbiec brzęczy kassą, Kassą!

Znaczenie dnia Trzech Króli od lat systematycznie malało, tak jak świadomość Ludu, że coś takiego w ogóle istnieje. W końcu, skoro nie ma w kalendarzu, a zapierdalać trzeba, to gdzie tu święto? Kiedy ksiądz przychodził po kolędzie i bazgrał na drzwiach KMB (w interpretacji niektórych zapewne: Kasa, Maryśki, Biby), wtedy w ociężałej głowie takiego delykwenta coś zakołatało – ale tylko do chwili, w której uznał, że dlaczego on, bogobojny katolik, miałby zrobić z siebie ignoranta i ośmieszyć się przed księdzem, że nie zna znaczenia skrótu?

Zawsze się zastanawiałem, czemu jeden z królów to mudzin. Myślałem, że to element anglosaskiej tradycji postępowej, która nakazuje wszędzie i do wszystkiego wsadzić minimum jednego czarnucha, ciemnowłosą bisurmankę i przynajmniej dwóch zakamuflowanych (z obawy przed “zaściankowym” społeczeństwem) pedziów. Tymczasem, wiedza na ten temat wywodzi się z apokryfów armeńskich, zawierających na przykład opowieści o dzieciństwie Jezusa, i inne zbiory buddyjsko-islamskich legend.

Sami królowie to też ciekawe postaci. O władcach trzech różnych narodów (sądząc po darach, całkiem znaczących) muszą choćby wspominać kroniki historyczne – ale Pismo nic o ich personaliach nie wspomina. Wiadomo tylko, że byli magami – czyli szamanami czyniącymi czary, albo naukowcami gapiącymi się na gwiazdy, obliczającymi cykle płodności i podającym wieśniakom, kiedy rzeczka zaleje ich chałupy. To słowo jest dwuznaczne.

Zauważcie, tu będę doczepny, że dary i sama podróż została sfinansowana przez podatki siłą ściągnięte z “obywateli” trzech starożytnych nacji. Czyli ściepę na prezenty i wyprawę do stajenki ufundowali podatnicy. Takie to były podarunki, z deczka obligatoryjne.

I tak, nadejście trynitarnej trupy podążającej za świecącą kometą jest dziś traktowane bardziej jak legenda, aniżeli fakt historyczny. A na wpasowuje się w żadną kategorię, bo nie ma tego jak udowodnić. Są to więc Wierzenia.

Wierzenia to nie to samo, co, jak uparcie próbuje wmówić swoim czytelnikom Wybiórcza, tradycje i obrzędy. Wierzenia wynikają opartego przynajmniej na podstawowych dowodach kanonu jakiejś religii bądź filozofii. Dla redaktorów i stronników GWna wiara to bardziej jakieś nieokreślone uczucie spełnienia; wyciszenie i kontemplacja połączona z wewnętrznym orgazmem, a nie duchowe doświadczenie zbliżające człowieka do Boga.

Socyolog Paweł Załęcki w wywiadzie udzielonym juncie spod znaku czerwonego kwadrata tak o tym mówi:

Od kilku lat nie chodzę na pasterkę, ale znam osoby absolutnie niewierzące, które chodzą, bo jest klimat świąt, jakieś przeżycie. Niektórzy wchodzą do pustych starych kościołów, by sobie tam podumać. Poczuć Boga, w którego – jak deklarują – nie wierzą. Pojawiają się oferty spędzania świąt w domach zakonnych, w opactwach, miejscach odosobnienia. Niekoniecznie kierowane do osób wierzących, tylko do człowieka, który chce się wyciszyć. To zaczyna być trendy i trochę wpisuje się w ofertę towarów różnych.

Źródło: Wybiórcza

Sam nie potrafię się modlić. Nie jestem w stanie… zakontaktować, ciężko mi się w ogóle skupić podczas modlitwy. Moja “rozmowa” z Panem ma tyle wspólnego z rozmową, co miotła z miotłą latającą. Niby wygląda tak samo, niby można użyć do tego samego, ale jeśli spróbujesz z nią wyskoczyć przez okno, to raczej nie polecisz.

Nie zmienia to jednak faktu, że “prawidłowo” przeprowadzona modlitwa może dać pozytywne efekty. Od lepszego samopoczucia i lepszej równowagi psychicznej, aż do realnej zmiany swojego życia, czy wreszcie “wrażenia czyjejś obecności” i boskiej interwencji.

O tych rzeczach się wie, mówi i pisze, a mimo to człowieki jakoś nie kminią, po co w ogóle klękać co wieczór i modlić się do pustej bądź zaobrazkowanej ściany. Robią to, ale nie ma w tym nic mistycznego ani nadnaturalnego – po prostu klepią magiczne formułki, wspominając po drodze wczorajszy obiad i bezwiednie obmacując świeżo umyte krocze.

W kontekście modlitwy i obrzędowości, Święto Trzech Króli faktycznie wypada blado. Katoliki to najbardziej zateizowana grupa religijna świata – ponad połowa deklaruje wiarę, ale kompletnie ignoruje samą doktrynę i sam Dekalog. Królestwo hipokryzji i… Tradycji?

Jest we mnie instynktowny opór przed potwierdzeniem tez zaufanego lewackiego socyologa (niezaufani nie robią za “ekspertów”), ale idealnie pasują one do ludzi znudzonych etyką i obrzędowością katolicką, kolejnymi rytuałami i listami biskupimi. Wielu odwraca się od tradycyjnego rytu post-trydenckiego i znajduje ukojenie w obrządku łacińskim, ale niektórych, nieco bardziej wygłodzonym, jaskółki przestają wystarczać.

Jeżeli nie poszukują “towaru” zwanego duchowością, a faktycznego zbliżenia do Boga, zwracają się w kierunku kościołów jeszcze bardziej dyktatorskich i zamordystycznych, typu lefebryści, prawosławne ortodoksy, czy judaistyczni biurokraci (tylko oni potrafili z 10-ciu przykazań zrobić 600-set).

Inni ciekają się do “religii wschodnich”, opartych przede wszystkim na hierarchicznym kulcie przełożonych, doktrynie absolutnego posłuszeństwa mentorowi i tryliona codziennych zajęć wypełniających “poczucie pustki”. Zazwyczaj są to sekty, lub jakieś para/buddyjskie grupki przybyłe do Wielkiej Polszczy w celu zbicia równie wielkich aktywów finansowych, wykorzystujące naiwnych w celach zgoła z wiarą nie związanych.

Bardziej kumaci zwracają się ku któremuś z kościołów protestanckich bądź po prostu porzucają wszelki kolektywizm i zaczynają wierzyć po swojemu. Efekty mogą być lepsze lub gorsze, bo odmiana niekoniecznie może pomóc – nagle zaczynają tęsknić za biskupimi infamiami, kolorowymi witrażykami, aurą powszechnego mistycyzmu i podniosłości (której im nota bene brakowało) i wracają tam, skąd przyszli.

Tak więc, Święto Trzech Króli faktycznym świętem nie jest, bo prawie nikt go nie obchodzi. Nie za bardzo tedy wiem, skąd taki burm i rejwach, kiedy Donatello usilnie próbował ludziom wmówić, że kolejny dzień wolny im nie poczebny, albowiem bendom siem tylko opierdalać.

Istnieje tylko jako para-(tego słówka dziś nadużywam)-religijna tradycja, wpisana w “świadomość kulturową polskiego społeczeństwa”. Sama wiara też staje się towarem, którym można kupczyć i przestawiać z miejsca nie miejsce. Musztarda nie smakuje? Co za problem, kup se z Pudliszkiego, bo jest w ładniejszym pudle. Religijne mixy i kombinacje są obrzydliwe – lepszy już dawkinsowski antyteizm i najeżdżanie na teistów, niż przemieszanie elementów kilku religii i rozkoszowanie się tęczowym, trójkolorowym masełkiem.

Kiedyś jeszcze skrobnę szerszą encyklikę nt. Kościoła Katolickiego, a teraz nie chcę sobie odbierać materiału do pisania. Wedle merkantylnego sposobu myślenia, ilość słów też jest ograniczona, tedy “zaciskamy pasa” i czynimy “nieuniknione wyrzeczenia”. Kto na kim oszczędzi, dopiszcie sobie już sami.

Podziel się:

  • Facebook
  • Print
  • Reddit
  • StumbleUpon
  • Twitter
  • Digg
  • Email
  • Pinterest
  • Tumblr
  • LinkedIn

Dodaj do ulubionych:

Lubię
Bądź pierwszą osobą, która doda ten wpis do listy ulubionych.

♣

Spam, prosto na twoją skrzynkę:

Join 13 other followers

♣  

Styczeń 2012
P W Ś C P S N
« gru   lut »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

♣ Ostatnie wpisy

  • O wyzysku, akapji & anarchizmie w ogólności słów kilka
  • Randki, grzesznicy i oaza, czyli wywiad z ks. Proboszczem
  • Świadectwo skretynienia
  • Vox Orbánum
  • Bezpieczeństwo, wolność, przymus?

♣ Archiwum

♣ Strony interesujące

Liberalis

Michał Stonawski

Graham Smith

Janusz Korwin-Mikke

Jacek Sierpiński

Kel'Thuz

Marcin Chmielowski

Boli Blog

TWX

Adam G.

Tak bardzo źle

Applefobia

Wasiukiewicz

Kryzys Blog

Rafał Ziemkiewicz

Milton Ha

Paweł Bartosik

Młodzi, wykształceni i z wielkich ośrodków

Bartłomiej Wanot

Robert Gwiazdowski

Ministerstwo Prawdy

Martin Lechowicz

Wirtualne Impresje

Chief Dundee

Ebenezer Rojt

Przebudzator

Lach

♣ Kategorie wpisów

  • Człowieki
  • Gospodarka
  • Grafiki
  • Nauka | Technologia
  • Ogólne
  • Pierdoły
  • Pisanina
  • Poglądy | Ideologie
  • Polityka
  • Wydarzenia

© 2012 Michał Sasak

Blog na WordPress.com. Theme: Chateau by Ignacio Ricci.

loading Anuluj
Post was not sent - check your email addresses!
Email check failed, please try again
Sorry, your blog cannot share posts by email.