Tagi
arłukowicz, donald tusk, krrit, ministerstwo zdrowia, nfz, sprawiedliwość społeczna, słońce peru, tolerancja, zamordyzm
Dostęp do globalnej sieci zarządzanej przez rodzinę Rotschildów do spółki (ale nie spółkowania) z klanem Rockefellerów został mi wspaniałomyślnie przywrócony, toteż niniejszym powracam na należne mi miejsce w łańcuchu pokarmowym. Winnym okazał się być przewrotny, żydolewacki twór masonerii – virus, który zarażał inne komputery i infekował każde łącze, które tylko zdołał zajść od tyłu. Rak został wycięty, toteż – kontynuujmy.
Nowy ministerialny agent do specjalnych poruczeń, niejaki Bartuś A., okazał się być wielkim reformatorem – marzy mu się odmiana skostniałego, nie zsolidaryzowanego społecznie ustroju NFZet i wprowadzenia nowoczesnego dyktatu biurwokracji. Jeden od drugiego różni się stopniem ściągalności pieniążków – tłumacząc to na język nieco słodszej alegorii, “herszt zerżnie wyższe myto”.
Barty wygląda na kogoś, kto nie pasuje do mentalności przewodniego Słońca Peru – ma własne pomysły, chce coś zmieniać i nie boi się stawiać “odważnych” propozycji. Chodzi z podkrążonymi oczami, przemawia z wiarą i pasją protestanckiego misjonarza, a z jego dłoni niechybnie zaraz zacznie płynąć Nimb Światła Wiekuistego. Pracuś, istny rarytas.
Ponieważ brak reform i stagnacja są w platformerskie credo wpisane, pozostaje poczekać, aż ze słupków donaldowego poparcia przestanie ziać hurraoptymizm i powszechna głupota – a Nowy Mesjasz Polskiej Lewicy zostanie odsunięty na boczny tor. Do tego czasu, zdąży jednak ostro namieszać w zajezdni.
Przede wszystkim, kosztowną i bydlęcym paragrafem zmuszającym lekarzy do zaglądania pacjentom między nogi. Dla mnie interes rządu jest tu kompletnie niezrozumiały, bo przecież tych kilku ciućków, którzy się załapali na leczenie bez uiszczania comiesięcznego haraczu jest jak na lekarstwo. Celem było niewątpliwie wywołanie medialnego szumu i przykrycie aferą mniejszą afery większej.
Każdy lekarz, lekarka i lekarskie-cuś (hołd dla Równości), jakich w życiu spotkałem sprawnie uwijał się z papierami i wypisywaniem druczków – BO MUSIAŁ. Wizyta nie zajmowała pół godziny tylko dlatego, że towarzysz-doktor pracował na akord – zadrukowując świstki, pytając o objawy, następnie przeprowadzając badanie organoleptyczne i hieroglifując receptę.
Używanie ich jako fasady pozwalającej knuć mroczniejszą, głębiej zakorzenioną intrygę jest okrutne, tfu, pragmatyczne. Donaldinho zazwyczaj wykorzystuje w tym charakterze YarKacza, ale nim nie można sterować ani być pewnym, że chwyci przynętę i odwróci uwagę wścibskiego świata od koniecznych nadużyć elity rządzącej. Kontrolowane prowokacje rulezz.
W rządowo-eseldowskiej linii partyjnej aż roi się od sprzeczności doktryn z przyjmowanymi za nienaruszalne świętości ustawami. Dla przykładu, “wrażliwi społecznie” ideolodzy lewicy wskazują, że “prawo do ‘darmowej’ opieki zdrowotnej jest podstawowym prawem każdego człowieka”.
Żeby tę “darmową” hospitalizację uzyskać, trzeba być albo obłożnie chorym, kumplem prezesa lokalnego NFZtu, albo uzbrojonym szaleńcem – kto nie wierzy, niech spróbuje dostać termin do poradni specjalistycznej na maksimum trzy miesiące albo zrobić sobie komplet badań.
Rząd jest uzdolniony w jednej kwestii, w której każdy bandyta winien się odpowiednio wykształcić, coby być w stanie zarobić na swoim fachu – potrafi ściągać pieniądze. I oszczędzać, kiedy trzeba.
Kiedy w Reżimowej Tubie mówią, że “rząd zaciska pasa”, albo “musimy zgodzić się na konieczne cięcia”, nie mają na myśli siebie. Oszczędzą na wszystkim i wszystkich, tylko nie na sobie. Ostatnio jakaś posłanka z partii pomarańczowego kulfona żaliła się, że “te 500 złotych podwyżki to by była wielka ulga“. Wreszcie nie musiałaby latać po węgiel do GOPSu, ahh.
To moja wymarzona robota; pierdzieć w stołek i jeszcze dostawać za to 3-krotność średniej krajowej. Z perspektywą na dalszy “wzrost dobrobytu”.
W zacisznej kuźni premierowych gabinetów szykują się kolejne brutalne cięcia, równoważące chuderlawą gospodarkę i jeszcze bardziej uciążliwe dla obywatelskich kies. Dlatego recepty wypisywane są coraz rzadziej, skierowania tylko w wyjątkowych przypadkach, dlatego płacenie podatków wymuszane jest z bezwzględną surowością, a cichcem wprowadza się kolejne opłaty.
For example, KRRiT doszła wreszcie do tego, jak skutecznie pozbawić Społeczeństwo resztek zawadzających miedziaków – skutecznie wymusi na każdym płacenia abonamentu, doliczając go po prostu do rachunku za prąd. Opiera się to na założeniu, że każdy ma w domu telewizor lub komputer i radio, non-stop oglądając reżimowe śmieci z Piotrami Kraśko, czy innymi Schymallami.
Donaldo jest temu raczej niechętny (w końcu, nie każdy jeszcze dojrzał na tyle, aby pojąć światłą ideę sprawiedliwości społecznej), więc nie wiadomo, czy zwycięży mniejszy, czy większy zamordyzm. Gorąco kibicujemy sprawie Mniejszego Zła, powracając do osoby Bartłomieja Ar.
Nowy wygrzewacz stołka charakterologicznie jest bardzo podobny do poprzedniczki – emotywny, impulsywny, człowiek czynu, bez absolutnie żadnego kręgosłupa moralnego i politycznego – za to z pewnym doświadczeniem jako państwowy doktorzyna. To jego jedyny plus, bo Ewuńcia Ka nie miała żadnych kwalifikacji, kiedy ryży tatuś sadzał ją na stołku – była po prostu jego pupilką, i dostała nagrodę za wierne lata służby.
Tego typu człowieki posiadają najbardziej ulubiony przez Płemieła wzorzec osobowy – 100% lojalności i czystej ambicji, spełnienie marzeń kierownika-biurokraty, a także… Pracowitość.
Panbuczek Kopaczowej i Arlukovicha specjalnymi talentami w zakresie politologii raczej nie obdarzył, toteż niedociągnięcia zawodowe muszą nadrabiać jak wszyscy słabsi uczniowie – ucząc się i wkuwając na potęgę, co w pracy przekłada się na zapierdalanie na okrągło. Pod tym względem Bartuś, nasz nowy tytan pracy, przerasta nawet imienniczkę pierwszej matki – widzieliście kiedy, żeby jaki współpachołek reżimu, i do tego szanowany socyalista, pisał ustawy po nocach?
Nowy naczelny pediatra Rzeczypospolitej Kolorowych Sińców ma również coś, co nawet z polityka od dupy strony zrobi prawdziwego oratora – charyzmę. Kiedy mówi, wydaje się szczerzy i autentyczny, jakby naprawdę wierzył w to, że jego słowo znaczy więcej niż obowiązujące prawo. Że zabieranie ludzi pieniędzy na leczenie, a późniejsze odmawianie im kuracji jest moralnie usankcjonowane.
Reasumując, pod przykrywką “sprawiedliwości społecznej”, “dobra społeczeństwa”, “racji stanu”, czy też “troski o najsłabszych i najbiedniejszych” państwo prowadzi dochodowy interes zwany Publiczną Służbą Zdrowia. Publiczną tylko z nazwy, służbą przypominającą panów na włościach i zdrowiem, którego jakoś zazwyczaj nikomu nie udaje się odzyskać.
Płacicie za full-servis, macie połowę pakietu Mini.

Komentarz przypadkowo w tym miejscu, ponieważ miejsca, gdzie skomentować całość odnaleźć nie mogłem. Mógłbym Ci wytykać w cholerę głupstw jakie wypisujesz ale zadam Ci dwa… trzy… cztery proste pytania, jak może być przeciwko faszyzmowi skoro masz większość poglądów jak te debile? Jesteś sam przeciwko sobie? Jak można kochać polskę? Co przeszkadza Ci w tolerancji? Wydaje mi się, że za dużo kościoła i wysłuchiwania bredni skrajno-prawicowych faszystów taki jak Twój idol, błe, błe, błe JKM.
Zamiast http://www.mw.org.pl poczytaj http://www.11listopada.org
Peace. Od Antyfaszysty.
Masz u góry zakładkę nt. państwa, tam się można wyżyć artystycznie.
Ę? Antyfaszyści to nie antyfaszyści, bo popierają lewacki ustrój faszystowski, w którym rząd zabiera ci trzy/czwarte dochodów i wydaje według własnego widzimisię. Antyfaszyzm jest ruchem POKOJOWYM, a nie chędożonymi bojówkami napadającymi “nazioli” z biało-czerwonymi flagami, czy “matki i bękarty łysych kiboli”. Tolerujem kogoś, póki ktoś toleruje mię. Jeśli zaczyna mię obrażać i wyzywać od faszystów, to mu się po tolerancku odwdzięczam złem za zło.
Nie kocham Polski, bo nie jestem Polakiem, toteż kpina z gatunku chybionych.
JKM wcale nie jest skrajny. To klasyczny liberał z domieszką konserwatywnego zamordyzmu, ale i największy wolnościowiec w Polsce. Jeżeli mam jakiegoś idola, to może to być Ron Paul.
BTW, nie masz pojęcia, ile ja idiotyzmów na codzień wyczytuję. Na przykład wejdę na Onet i mam już dzienny przesyt.
Libertarianin nie jest ani prawicą, ani lewicą – łączy prawicowe umiłowanie wolności z lewackim dążeniem do pokoju, równości wobec prawa i antymilitaryzmem. Nie czytam MW, ani 11listopada (na której nota bene robiłem mała akcję trollingową), tylko: http://www.youtube.com/user/KarasekUS i http://www.nowyekran.pl/.
Lepszy JKM niż Biędri, albo Paliciel Kotuf.
Rest in piece, chlopaq. Od faszysty.